Obiektywizm czy subiektywizm? A może relatywizm? Nie mam wielkiego pojęcia o filozofii, ale ją uwielbiam. Raz na jakiś czas przeczytam tego czy owego pana z brodą albo krótko obciętą panią, która mówi coś o praprzyczynach albo przypadkowości. Najbardziej podoba mi się prostota, zagadnienia, z którymi poradzi sobie inteligentny siedmiolatek, takie jak prawda i fałsz, idea i przykład, istnienie i nicość. Pociąga mnie nieskończoność.
Nie lubię zbyt skomplikowanych nazw, chyba że po alkoholu, wtedy są jak mocny masaż mózgu. I wtedy - tak sądzę - rozumiem je! Teraz jednak zrezygnowałam z alkoholu.
Jestem w rozkroku, rozjeździe. Mam działalność gospodarczą, ale z przyczyn niezależnych ode mnie chwilowo tracę większość klientów. Robię korepetycje i kursy z języka polskiego, tymczasem wakacje to czas odpoczynku dla dzieci i młodzieży.
Mam 28 lat i wszystkie sprawy, które mogłyby być ułożone, u mnie walają się po całym domu zwanym umysłem. A umysł wpływa na rzeczywistość, rzeczywistość odwzorowuje umysł, więc i wynajęte mieszkanie wygląda źle, i moje ciało wygląda fatalnie.
Ważę 87 kilogramów. Mierzę 165 centymetrów. Mięśni zbyt wielu nie posiadam. Zatem, gdy mamy te wszystkie dane, możemy mówić o obiektywizmie. 87 kilogramów to dużo.
Zamierzam schudnąć i stworzyłam w tym celu tabelkę w Excelu. Zamierzam też znaleźć dowolną pracę na lato. Losowość tworzy ekscytację. Z kolei blog może pomóc w tym wielkim sprzątaniu.
A o sprawach głębszych na razie będę milczała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz