sobota, 30 października 2021

Nie zasłużyłam nawet na odpowiedź

Historia z matką dziecku ma na razie taki finał, że matka dziecku mi nie odpisuje. Trochę się nie dziwię, trochę się cieszę, bo gdyby napisała, to raczej nie byłoby to miłe. Po prostu nie ma ochoty użerać się z dziwną kobitą i słusznie. Jestem dziwna, rozwalona solidnie i nie mam ochoty więcej jeździć do dziecka, choć polubiłam je. Mimo to wykształcone jakiś czas temu poczucie obowiązku podniosłoby mnie z łóżka choćbym nie spała pół nocy i była chora. Oczywiście tylko w sytuacji, gdyby już nie było opcji na znalezienie dziecku innej opieki. Ale sytuacje takie, jak z matką dziecku przerażają mnie i walczą nawet z poczuciem obowiązku.

Znalazłam dzisiaj ogłoszenie sprzed tygodnia. Matka dziecku nadal szuka opieki, ale praktycznie nikt się nie zgłosił, bo potrzebują dość specyficznych dni i godzin. Mam wyrzuty sumienia i może odezwę się do ojca dziecku, żeby zaproponować zwrot pieniędzy, które ostatnio dał mi, bo się spóźnił, a ja przez to mogłam nie zdążyć ze swoimi rzeczami. Ale chyba nie zrobię tego. Nie odważę się też zadzwonić do nich. Nie ma mowy, choć czuję, że powinnam!

Sutton z "Dziewczyn nad wyraz" jest nieprawdopodobnie do mnie podobna i ma podobną pod pewnymi względami historię przeszłości, a już pod baaardzo wieloma - historię teraźniejszości. I trafiła na terapię. Cieszę się, że powstał tak wielowarstwowy, przemyślany serial. Na tyle dokładnie jest zrobiony, że mogę brać z niego rzeczy dla siebie. Na początku wydawał mi się płytki, ale teraz uwielbiam go. Chyba potem obejrzę go od nowa, a to mi się zdarza niezwykle rzadko.

No, ale blog przestał znów być filozoficzny i chudniejącotwórczy. Może dlatego, że wczoraj objadałam się nad wyraz z nad wyraz wielkiego stresu, ponieważ dziś jadę do rodziny. A wyjazd do rodziny, z rodziną, jest tak przerażający, że jadłam ogromne ilości pokarmu. I w ogóle wróciłam do zajadywania wszystkiego, bo też wczoraj widziałam się z moim odseparowanym mężczyzną i nadal jest odseparowany, choć bliski. Nigdy bym nie pomyślała, że będę w takiej sytuacji!

A teraz niedługo wyjazd. Mam do wyboru już tylko jedno z dwóch - posprzątać lub napisać copywriterskie zlecenie. I... wybieram posprzątanie, zwłaszcza że nie mogłam znaleźć ani jednego porządnego zlecenia. Ostatnio mogłam pisać o książkach, grach planszowych i ozdobach do domu, więc rozpuściłam się bardzo i teraz nic mi nie pasuje.

piątek, 29 października 2021

Klasyka ostatniochwilizmu

Zauważyłam, że jeden z moich wpisów na blogu ma jedno wyświetlenie! Ucieszyłam się. Mogę sobie teraz wyobrażać, że to ktoś życzliwy i nieoceniający.

A co do ostatniochwilizmu, to... to co? To za 20 minut autobus na zajęcia z młodzieżą.  Mam tylko bardzo wstępny plan tego, co z nimi zrobię. Muszę wypełnić go mięchem, czyli konkretami. Mam kawałek szkieletu zaledwie. Zatem teraz jeszcze pogrzebię w wymaganiach egzaminacyjnych dla ósmej klasy, a potem pobiegnę na autobus. Chciałabym już mieć to za sobą. 2,5 h zajęć. Ostatnio tak wychodzi, że codziennie mam 2,5 h korepetycji, a resztę czasu głównie piszę copywriterskie rzeczy za grosze. Ale grosz do grosza i będzie kilkaset złotych z tego. Na razie bliżej 200 niż 1000, ale i tak super.

środa, 27 października 2021

Dzień bez większego sensu dotąd

Dlatego tu jestem. Jest niemal 16, a ja nie musiałam nigdzie wychodzić, nic robić na wczoraj. Nadal trzyma mnie trochę choroba, brzuch boli, nie wyspałam się. I z tych względów leżałam sobie na stercie koców robiących mi za łóżko, kot położył się na mnie, a ja oglądałam "Dziewczyny nad wyraz". Ten serial przypadł mi bardzo do gustu, kończę już 4 sezon.
Ale w przerwach między odcinkami albo scenami, gdy zamyślałam się nad tym, czego nowego się dowiedziałam o bohaterach, znów łapał mnie potworny bezmiar bezsensu.
Nic w sumie dziwnego. Ukrywam się przed światem i coraz bardziej boję się interakcji z nim. Ostatnio miałam scenę rodem z ciemnej przeszłości. Gdy już obejrzałam sobie konie, osła, sarenkę, alpaki, króliki i kozy, które mieszkają w pobliżu mojego obecnego domu, zgubiłam się. Nie mogłam znaleźć wyjścia z wielkiego, ogrodzonego terenu. Wreszcie udało mi się znaleźć jakąś furtkę czy przerwę w płocie. Przelazłam przez nią i trafiłam do lasu. Szłam długo, zaczęło się ściemniać, a ja nie mogłam znaleźć wyjścia, bo las też był z kilku stron ogrodzony. Było już prawie kompletnie ciemno, gdy dotarłam do punktu wyjścia, czyli znów na ogrodzony teren ze zwierzętami.
Byli tam ludzie - małe dziewczynki na koniach prowadzonych przez młode kobiety. Co i raz wynurzały się zza jakiegoś zabudowania. Czułam, że nie powinnam tam być, choć to było nielogiczne! W końcu to miejsce, gdzie bez skrępowania przychodzą rodziny z małymi dziećmi i patrzą na zwierzęta. To miejsce znane w okolicy. 
Na szczęście znalazłam w końcu szeroką, otwartą bramę. Gdy prawie biegiem ruszyłam w jej stronę, usłyszałam zza pleców krzyk: "Kobieto! Dziewczyno! Kobieto! Dziewczyno!". Długo ignorowałam go, ale w końcu przystanęłam i odwróciłam się. Czekałam, aż podejdzie do mnie młoda kobieta prowadząca konia, na którym siedziała dziewczynka. Bałam się, że chce powiedzieć, żebym nigdy więcej tu się nie pojawiała. A ona tylko pomyliła mnie z jakąś Justyną. Krzyczała wcześniej "Justyna!".
Powiedziałam, że nie jestem Justyną, że zgubiłam się i spytałam, czy na pewno tędy wyjdę, bo już raz zabłądziłam. Odparła, że tak, i że trzeba było zapytać.
Trzeba było zapytać! To tak mało oczywiste dla kogoś, kto znów zaczyna w każdym miejscu czuć się zbędny i szkodliwy.
No, rozpisałam się i minęła 16. Co mam robić? Odchudzanie trochę leży, zjadłam wczoraj dużo pierogów, chyba 16 na noc. To dlatego pewnie boli mnie brzuch. Mogę zrobić herbatę ziołową, przecież nie mam obowiązku teraz cały dzień się męczyć!
Zwłaszcza że mam jeszcze sporo do zrobienia. Trzeba przygotować 2,5 h korepetycji, przeprowadzić je, mogłabym też trochę popromować mój podcast, może wrzucić go na YouTube. Trzeba też napisać parę tekstów copywriterskich i poogarniać bardziej ten Amazon KDP. I trzeba zacząć myśleć o odezwaniu się do matki dziecku...
No to wstawię pranie, ogarnę korki i napiszę tekst na razie chyba. Nie wiem. Może co innego wyjdzie, ale czas start, jeśli idzie o pracę. 16:06, w samą porę.


wtorek, 26 października 2021

Ból przy każdym oddechu

Od jakiegoś czasu czuję coś, czego dawno nie czułam tak intensywnie. Wystarczy, że na chwilę oderwę się od czegoś - korepetycji, copywritingu, podcastu, gry na X-boksie, słuchania youtube i jednoczesnego grania w "Age of empires" na komputerze, przeglądania głupich grupek na fejsie, krzyczenia na kota, głaskania kota, rozmawiania z ludźmi - natychmiast zalewa mnie fala cierpienia. Tak, cierpienia! Inaczej nie umiem tego nazwać. To jednolite połączenie niepokoju, smutku i beznadziei, czuję fizyczną falę, która mnie oblewa. Potem częściowo o niej zapominam, ale czuję, jak napiera na ściany mojego wnętrza. Czuję to fizycznie, przede wszystkim w żołądku. Dopada mnie też w trakcie różnych czynności, na przykład robienia zakupów. W lesie odprężam się częściowo i ten obezwładniający ból ma pozory piękna.

To stan okołodepresyjny. Robię rzeczy, ale głównie po to, żeby nie zostać samej z bólem. Nie wiem, ile tak wytrzymam. Czasami płaczę. Nie wiem, jak długo tak wytrzymam bez zupełnego poddania się rozpaczy. Kiedyś, gdy chodziłam jeszcze do szkoły, poddałam się. Mówiłam tak cicho, że nie było mnie słychać. Płakałam godzinami, codziennie. Tarzałam się w poczuciu, że jestem niepożądana w każdym możliwym miejscu, niezdolna do miłości i przyjaźni, pełna odrzucających wad i brzydka.

Ale nie byłam brzydka. Mam zdjęcia. Nie byłam szczytem piękna, ale nie byłam brzydka.

Podcasterka, copywriterka, nauczycielka, przerażone dziecko we mgle

To wszystko o mnie! Planuję jeszcze wydawać książeczki dla dzieci na Amazon KDP, a jeszcze później, jak nie zginę w tej mgle, zostać w końcu uznaną pisarką. Nie jest to łatwe - choćby dlatego, że nie jestem specjalnie zmotywowana do kończenia rozpoczętych rzeczy - ale wielu moich znajomych jest już po pierwszych lub kolejnych publikacjach. To czemu ja miałabym kiedyś nie być?! Czemu?! Czemu?!

Ech, dziecko ze mnie we mgle. Ale nadal mało jem, bo od tego zamartwiania się, przebywania godzinami w pozycji skulonej i stłamszonej od wewnątrz, skurczył mi się znacznie żołądek. Ciekawe, ile teraz ważę. Może nadal wiele. Nie wiem, kiedy będę u kogoś, kto ma wagę. Ostatnio nigdzie nie jestem, tylko tu, w domu. Polubiłam znów herbatę, także słodzoną. Ostatnio piłam tyle herbaty, jak byłam szczupła.

Metafizyka mnie zawodzi. Powiem wreszcie - metafizyka to dla mnie Bóg chrześcijański. To także tajemniczość relacji międzyludzkich. To też dziwny świat nocnej przyrody. I - natchnienie do pisania. I - Kosmos. I pojęcia, idee, matematyka. I poezja.

No, ale Bóg chrześcijański. Moja wiara przeszła wiele faz. Obecnie nadal wierzę, choć głównie w ten sposób, że błagam Boga o Jego istnienie. Otwarcie myślę, mówię, piszę, co sądzę o Jego milczeniu. Ale wczoraj, jak miałam spacer w ciemniejącym lesie, przed tym, jak poszłam popatrzeć na konie, osła, kangury i sarenkę, siedziałam na pniaku i pomyślałam, że ja Go mogę w sumie nie czuć, byleby dał mi pieniądze do przeżycia. A ogólniej - bylebym miała w życiu Jego prawdziwą opiekę.

Nie lubię znaków, bo one mogą znaczyć wszystko i nic. Ale po powrocie znalazłam reklamę webinaru o tym KDP na Amazonie i sobie go obejrzałam. Będę próbować. Wszystkiego będę próbować. Copywriting i Amazon KDP to bliżej mojej miłości (literatura), niż korepetycje i opieka nad szkrabami (urocze określenie, ale zajęcie szkaradne często).

sobota, 23 października 2021

Copywriting to stan umysłu

I oto kolejny wpis dla Nieistniejących Czytelników. Czuję się nadal fatalnie, ale dużo lepiej, bo minął jakiś czas od afery z matką dziecku. Nadal sprawa świeża i straszna, ale mniej. Bardzo, ale mniej. Okropnie, ale mniej.

Jeśli idzie o odchudzanie, to wczoraj pierwszy raz od paru tygodni piłam alkohol, a po alkoholu jem wiele jedzenia. Poza tym dzięki alkoholowi mój żołądek spięty aż do ostrego bólu trochę popuścił, więc mogłam w końcu coś zjeść z przyjemnością. Kąpiel, serial i wino.

I tu przechodzimy do rozważań ogólnych o społeczeństwie. Kąpiel, serial i wino - oto samotne przyjemności wielu z nas. Dla mnie takie samotne rozrywki typu jedzenie (a z czasem i picie) + książka, gra, film czy serial to norma od lat. A teraz to stało się normą ogólniejszą, może dlatego, że Internet to działka introwertyków, którzy dzielą się tam swoimi sposobami na odpoczynek i szczęście.

A może to samotność, którą romantyzujemy i usiłujemy pokochiwać? A jednak samotność nie z wyboru, której ból zagłuszamy destrukcyjnymi nałogami? O ile łatwiej jest, gdy przebywa się w związku, w którym komunikacja działa wybornie, który daje wsparcie i dotyk? Ale jak ma działać komunikacja z drugą osobą, skoro komunikacja ze sobą samym tak kuleje? Skoro uciekamy w kąpiel, serial i wino.

Ale by mnie nudziło, gdybym czytała takie wypociny, jak wyżej. Może jakby to było nagrane, to bym posłuchała, ale tylko wtedy, gdyby to było przeplecione historiami z życia. Dlatego współczuję Wam, Nieistniejący.

No, ale wlazłam w copywriting. Jestem na to na razie trochę zbyt perfekcjonistyczna, wszystko piszę wolno, samodzielnie i sprawdzam po ileś razy, czy dobrze to brzmi, a potem dostaję 4 złote. Może z czasem będzie lepiej. Teraz powinnam pisać tekst o developerach z Wilanowa i może zaraz zacznę.

A może w końcu zajmę się swoim podcastem. Może w końcu się przełamię i wrzucę go na Spotify. Kto wie!


czwartek, 21 października 2021

Ten sam dzień, sytuacja podobna

Poza tym, że... mam wyrzuty sumienia, że... o Boże!!! Że - napiszę to! Że piszę też z mężczyzną, o którym wiem, że chciał i najprawdopodobniej chce czegoś więcej. Wie, że jestem z kimś innym (nie wie o "separacji"), ale co jakiś czas pisze do mnie. A ja uległam pokusie i napisałam mu, co u mnie. O tej sytuacji z matką i dzieckiem. O tym, że ostatnio ciągle u mnie płacz i zgrzytanie zębów. Uległam tej pokusie, bo naprawdę bardzo mi ciężko. A nie powinnam jej ulegać. Koniec z tym. Napisałam mu, że jest tak źle przez sytuację z chorobą i pracą. Żeby nie myślał, że przez mojego mężczyznę.

A czy to PRZEZ NIEGO? Nie. To przez tak wiele rzeczy!

Może spróbuję pozbierać wiele silnych rzeczy przeciw temu dołowi? Co to może być? Sukcesy zawodowe. Znajomości, w których z całych sił postaram się nie obrażać ludzi. Bo tak, jak jestem na niepewnym gruncie, to nie wiem jeszcze, co kogo może dotknąć i niechcący umiem kogoś zranić. Poza tym jestem tak chaotyczna i smutna teraz, że przelewa się to przeze mnie. Zatem i tak znajomości, ale z wielką uwagą.

Czyli punkt pierwszy - sukcesy zawodowe. Czyli muszę się przemóc i dzielnie robić copywriting. Dzięki temu będę czuła, że jestem w czymś dobra, choćby to było bycie dobrym w czymś kiepskim, bo ogólnie większość copywritingu to dno dna pod dnem.

Punkt drugi - znajomości. Czyli pisać dzielnie do tych ludzi, z którymi coś mnie łączy, którzy nie oceniają, a starają się zrozumieć. 

Punkt trzeci - posprzątać wreszcie starannie, łącznie z myciem powierzchni. Dziś mam na to za mało siły, ale chociaż zacznę.

Ha ha, a tymczasem czuję wściekłość na kobietę, z którą mam nieporozumienie, pierwszy raz wściekłość. Bo choć popełniłam błąd, to wszystko wyjaśniłam, przeprosiłam, zaproponowałam rekompensatę i dalszą pracę aż do rozwiązania problemu. A ona nadal pisała o mojej nieodpowiedzialności i włożyła w moje usta słowa, których nie wypowiedziałam. Że obiecałam pracę do września 2022, podczas gdy na pierwszym spotkaniu mówiłam, że szukam jednocześnie pracy w bibliotece i dam znać, jak coś znajdę.

Ale zarówno moja wściekłość, jak i poczucie winy, są tu po nic.

Punkt czwarty? Nie ma. Na razie te trzy niech będą. A tymczasem muszę przygotować jedyne korki online na dziś.

Co robimy? Interpunkcję, ogłoszenia albo zaproszenia i może jakieś opowiadanie. Co ja ostatnio chciałam z nim zrobić? Miałam jakiś plan... Jaki? Nie pamiętam. Wiatr jest silny. Uwielbiam silny wiatr. Chcę, żeby był jeszcze silniejszy. Wtedy zewnętrze jest jak wnętrze i czuję ulgę. Jakby ten wiatr miał zrujnować wszystko, co mnie dręczy. Porwać mnie gdzieś daleko z tego świata. Chcę więcej i więcej wiatru, a on ucichł.

Trzeba się skupić. Skupię się. Idę po kawę. Mam kawę. Trzeba zalać ją mlekiem. Słowa piszą się same, to słowopotok przez to, że tak się boję. Nie wiem, czy poradzę sobie z tym chłopcem. Nie mam pojęcia, pomysłu. Strach. Strach. Strach. Ach, czas mi ucieka, ratunku, zaraz noc! Panikuję!

Nie ma nocy, jest 15:46. Spokojnie. Ale zaraz będzie ciemno. Spokojnie. 

Co zrobię z chłopcem? Jest bardzo mało czasu. Dobra, robię wszystko.

Wielkie błędy i wielkie niepokoje

Ten blog to jedna z przystani, dzięki której mogę funkcjonować jako tako. Pisanie zawsze mi pomagało, to zawsze była moja przystań. Dlatego cieszę się, że mama bardzo wcześnie nauczyła mnie czytać i chyba pisać. Wydaje mi się, że zaczęłam pisać bardzo wcześnie drukowanymi literami i jak dowiedziałam się od kogoś, że przecinki rozdzielają wypowiedź, to stawiałam przecinek po każdym słowie. Za to nauka pisanych liter była mordęgą, i w ogóle szkoła podstawowa pod względem nauki. Nie lubiłam swojej wychowawczyni, a ona mnie nie lubiła (nie mogę wiedzieć tego na pewno, ale czuję to bardzo mocno). Szybko się uczyłam, ale nie lubiłam się skupiać na tym, co się działo i często robiłam psikusy albo wycieczki baaardzo naokoło z punktu do punktu, np. ze stołówki do szkoły.

No, ale pisanie i tak uwielbiam. Zapełniam dziesiątki zeszytów swoimi przemyśleniami. Setki, tysiące plików, kilka, kilkanaście blogów. I na ogół te słowa przepadają, tak jak teraz. Czytam je tylko ja i nawet nie staram się szczególnie dotrzeć formą czy treścią do kogoś jeszcze.

I teraz też piszę, bo nie umiem wytrzymać sama na sam z własnym wnętrzem. Zrobiłam wielki błąd - niechcący wystawiłam matkę dziecka, którym się opiekuję. Myślała, że przyjdę, a ja myślałam, że wie, że nie przyjdę. Przepraszałam, proponowałam rekompensatę, ale na nic to wszystko, bo to zbiegło się z informacją, że i tak chcę szukać nowej pracy. Rozmowa poszła w takim kierunku, że uznałam, ze lepiej, żeby wiedziała, żeby szukać kogoś też na dłuższą metę. Oczywiście zapewniłam, ze póki kogoś nie znajdą, ja będę przychodzić. Napisała mi wiele słów o nieodpowiedzialności i jej skutkach. Nawet bez tego byłam bliska szaleństwa. Przeżywam bardzo tego typu porażki i krzywdzenie innych. Tak bardzo, że czuję się bardziej chora.

Rozmawiałam o tym z dwoma mężczyznami. O tej sytuacji. Podeszli do tego tak, jak mogłam oczekiwać - że moje przeżywanie, kajanie się i rozpacz są nie na miejscu, choć oczywiście błąd jest. I to mi na pewno pomogło, a mimo to nadal tu jestem. Płaczliwa, zrozpaczona, nie umiejąca się na niczym skupić. Boję się tak bardzo, że... 

Piszę teraz z trzecim mężczyzną. Jeśli zapyta, co u mnie, też mu o tym opowiem. Mężczyźni. Tak wyszło, że zerwałam wiele kontaktów żeńskich i pozostali starzy przyjaciele, znajomi, no i mój mężczyzna, z którym jestem jakby w separacji.

Tak, ten blog miał być o metafizyce i odchudzaniu. A jest moją przyjaciółką albo przyjacielem. Zwłaszcza, że chyba nie dogaduję się z trzecim mężczyzną. Albo dogaduję. Marzę o powrocie do psychotropów, ale nie odważam się z paru względów. Bez nich po prostu ginę.

Ale spróbuję jeszcze z tematyką bloga. Spokojnie. Odchudzanie - jem z pewnością mniej w tej chorobie. Chyba skurczyłam żołądek. Jem też nadal zdrowiej, niż kiedyś. Nie wiem, ile ważę. Nie mam siły się ruszać.

Metafizyka - szukam Boga. Wołam Go, bo bez Niego jest mi bardzo źle. Więc wołam intensywniej. A jak jest mi średnio bądź dobrze (kiedy było dobrze?), to też szukam i wołam. A może jednak kiedyś się znajdzie.

piątek, 15 października 2021

Romantyzm beznadziei

 Właśnie to teraz tu robię. Usiłuję nadać temu rozkładowi pozory piękna. Rozkład. Tak chyba się mówiło drzewiej. Rozkład... pożycia małżeńskiego? Ogniska domowego? No, u mnie rozkład ogólny. I to nie jest piękne. Piękne jest tylko to, że z dna można zobaczyć rzeczy w inny sposób i to może stać się poezją. I to, że z rozkładu może wyłonić się... nowy ład. Ale mi się udało określenie.

I znów: pomocy, blogu!

Ale najpierw - nadal jem zdrowo. Kapusta kiszona, warzywa (smażone, prawda), jabłka i takie tam dobrodziejstwa ziemi naszej. A wczoraj nawet poćwiczyłam minutę na dywanie. Wspaniale. Tęsknię za własną smukłą kibicią. Widać, że nie krępuję się wobec Was, Nieistniejący!

Ponadto planuję rower.

Co teraz? Niedługo zajęcia z ósmoklasistami. Czas przelewa mi się przez dłonie. Jak zrobić zajęcia? Oto plan:

- Sprawdzić, co jest niezbędne do egzaminu w kwestii pisania.

- Przygotować jak największy zestaw ćwiczeń. Pomocna może być burza mózgu.

- Wysłać ćwiczenia do druku.

- Kupić druczki do faktur albo znaleźć jakieś czyste.

Okej.

czwartek, 14 października 2021

Już październik, czas smutku, płaczu i pracy

Moi drodzy nieistniejący Czytelnicy!

Pewnie zastanawiacie się, co u mnie. Otóż siedzę. Gość-kot też siedzi, na parapecie blisko mnie. Przestał być już gościem, a stał się domownikiem, ale ma bardzo złą reputację jako domownik. Miauczy o wiele za dużo i o wiele za późno. Jestem wtedy tak niemożliwie zdenerwowana, że chcę go oddać. Ale zaraz potem przypominam sobie, jaka jestem samotna.

Moje życie towarzyskie to głównie ten kot i ludzie, z którymi pracuję, czyli dzieci i młodzież. W większości denerwują mnie na równi z kotem. Zerwałam z innymi, a inni zerwali ze mną, a czasem zerwała nas odległość między naszymi światami. Dlatego wykonuję wielki wysiłek i odzywam się do niektórych innych ludzi, ale nie jestem dobra w zaludnianiu przestrzeni.

Nigdy bym nie pomyślała, że będę w takim miejscu!

No, ale do rzeczy, blog miał być o odchudzaniu i filozofii, więc skupię się na nich. Odchudziłam się do 84 kilogramów, a potem chyba przyjęłam jeszcze kilogram, więc pewnie ważę 85 kg, ale dawno nie byłam u kogoś, kto ma wagę, a mnie nie stać na wagę. Teraz staram się jeść zdrowo i nawet mam ochotę na zdrowe jedzenie. Kupuję mix sałat, warzywa, ziemniaki, olej, przyprawy i makaron pełnoziarnisty, a potem robię z tego stosunkowo zdrowe potrawy. Poza tym jedna z prac wymaga ode mnie ruchu, bo jest nią opieka nad rocznym dzieckiem, które lubi bieganie, noszenie na rękach i jak ktoś robi mu wesołe miasteczko siłą swoich mięśni.

A filozofia? Jakie myśli metafizyczne nawiedzają mnie ostatnimi czasy? Wiele, bo czytam albo słucham Murakamiego. Wiem, że to nie jest filozofia, ale z pewnością jest to metafizyka, nawet jeśli bardzo efekciarska. Niektóre tematy mnie nudzą, na przykład rozważania na temat tego, czy można stać się kimś innym niż się jest albo jak wielkie są wpływy jednych zdarzeń na inne. A inne mi się podobają, na przykład taki: jak to się dzieje, że świat działa? Czy nakręca go Murakamowski Ptak Nakręcacz? Jaka jest natura śmierci? A czym właściwie jest życie? Tak, takie ogólne tematy.

Ale teraz czas na skorzystanie z pomocy tego bloga. Jest 15:14. Niedługo mam czterech uczniów, z których każdy potrzebuje czegoś innego. Czuję nadchodzący atak paniki. Między uczniami będą przerwy, a kończymy o 21. Czyli nagle przeniosę się w czasie i będzie już ciemno i sennie. Ale te przenosiny w czasie będą prawdopodobnie bolesne.

Będą mniej bolesne, jak sobie dobrze wszystko przygotuję. (Poza tym mam jeszcze własny projekt, o który chcę zadbać, i muszę zostawić na niego siły!)

Od początku. Pierwszy uczeń potrzebuje pomocy z interpunkcją. Zrobiłam kiedyś prezentację o interpunkcji. Pewnie mam też jakieś ćwiczenia zachomikowane na dysku. Trzeba je znaleźć i przejrzeć.

Drugi uczeń potrzebuje gramatyki. Trzeba będzie sprawdzić poziom jego wiedzy. Może przygotuję po prosu jakiś ogólny test sprawdzający? Nie wiem, więc panika. Ale chcę teraz ją pokonać. Po co mam znowu wszystko pisać od początku w Wordzie i męczyć się pięćdziesiąty raz? Czy nie mam prezentacji o każdej części mowy? Chyba tylko czasownik i rzeczownik. A ja chcę go sprawdzić. To może zrobię prosty test, hasłowy, taki na przyszłość, dla niego i kolejnych.

Trzeci uczeń potrzebuje pomocy z pracą domową, ale tak się nudzi, że poszukam ciekawych filmików lub gier na przerwy, takich spójnych z tematem pracy domowej.

Z czwartym uczniem czytam trudną dla niego lekturę. Jest to dla niego tak potwornie nudne, że poszukam przerywników w formie fragmentów filmu z lektury.

No, czuję się już lepiej.

Mam gadać dzieciom o ekologii, a w głowie pustka

Już jutro ja, polonistka z wykształcenia i z zamiłowania, mam zrobić 15-minutową prelekcję o ekologii w szkole podstawowej. A do tego dziwni...