Historia z matką dziecku ma na razie taki finał, że matka dziecku mi nie odpisuje. Trochę się nie dziwię, trochę się cieszę, bo gdyby napisała, to raczej nie byłoby to miłe. Po prostu nie ma ochoty użerać się z dziwną kobitą i słusznie. Jestem dziwna, rozwalona solidnie i nie mam ochoty więcej jeździć do dziecka, choć polubiłam je. Mimo to wykształcone jakiś czas temu poczucie obowiązku podniosłoby mnie z łóżka choćbym nie spała pół nocy i była chora. Oczywiście tylko w sytuacji, gdyby już nie było opcji na znalezienie dziecku innej opieki. Ale sytuacje takie, jak z matką dziecku przerażają mnie i walczą nawet z poczuciem obowiązku.
Znalazłam dzisiaj ogłoszenie sprzed tygodnia. Matka dziecku nadal szuka opieki, ale praktycznie nikt się nie zgłosił, bo potrzebują dość specyficznych dni i godzin. Mam wyrzuty sumienia i może odezwę się do ojca dziecku, żeby zaproponować zwrot pieniędzy, które ostatnio dał mi, bo się spóźnił, a ja przez to mogłam nie zdążyć ze swoimi rzeczami. Ale chyba nie zrobię tego. Nie odważę się też zadzwonić do nich. Nie ma mowy, choć czuję, że powinnam!
Sutton z "Dziewczyn nad wyraz" jest nieprawdopodobnie do mnie podobna i ma podobną pod pewnymi względami historię przeszłości, a już pod baaardzo wieloma - historię teraźniejszości. I trafiła na terapię. Cieszę się, że powstał tak wielowarstwowy, przemyślany serial. Na tyle dokładnie jest zrobiony, że mogę brać z niego rzeczy dla siebie. Na początku wydawał mi się płytki, ale teraz uwielbiam go. Chyba potem obejrzę go od nowa, a to mi się zdarza niezwykle rzadko.
No, ale blog przestał znów być filozoficzny i chudniejącotwórczy. Może dlatego, że wczoraj objadałam się nad wyraz z nad wyraz wielkiego stresu, ponieważ dziś jadę do rodziny. A wyjazd do rodziny, z rodziną, jest tak przerażający, że jadłam ogromne ilości pokarmu. I w ogóle wróciłam do zajadywania wszystkiego, bo też wczoraj widziałam się z moim odseparowanym mężczyzną i nadal jest odseparowany, choć bliski. Nigdy bym nie pomyślała, że będę w takiej sytuacji!
A teraz niedługo wyjazd. Mam do wyboru już tylko jedno z dwóch - posprzątać lub napisać copywriterskie zlecenie. I... wybieram posprzątanie, zwłaszcza że nie mogłam znaleźć ani jednego porządnego zlecenia. Ostatnio mogłam pisać o książkach, grach planszowych i ozdobach do domu, więc rozpuściłam się bardzo i teraz nic mi nie pasuje.