czwartek, 21 października 2021

Wielkie błędy i wielkie niepokoje

Ten blog to jedna z przystani, dzięki której mogę funkcjonować jako tako. Pisanie zawsze mi pomagało, to zawsze była moja przystań. Dlatego cieszę się, że mama bardzo wcześnie nauczyła mnie czytać i chyba pisać. Wydaje mi się, że zaczęłam pisać bardzo wcześnie drukowanymi literami i jak dowiedziałam się od kogoś, że przecinki rozdzielają wypowiedź, to stawiałam przecinek po każdym słowie. Za to nauka pisanych liter była mordęgą, i w ogóle szkoła podstawowa pod względem nauki. Nie lubiłam swojej wychowawczyni, a ona mnie nie lubiła (nie mogę wiedzieć tego na pewno, ale czuję to bardzo mocno). Szybko się uczyłam, ale nie lubiłam się skupiać na tym, co się działo i często robiłam psikusy albo wycieczki baaardzo naokoło z punktu do punktu, np. ze stołówki do szkoły.

No, ale pisanie i tak uwielbiam. Zapełniam dziesiątki zeszytów swoimi przemyśleniami. Setki, tysiące plików, kilka, kilkanaście blogów. I na ogół te słowa przepadają, tak jak teraz. Czytam je tylko ja i nawet nie staram się szczególnie dotrzeć formą czy treścią do kogoś jeszcze.

I teraz też piszę, bo nie umiem wytrzymać sama na sam z własnym wnętrzem. Zrobiłam wielki błąd - niechcący wystawiłam matkę dziecka, którym się opiekuję. Myślała, że przyjdę, a ja myślałam, że wie, że nie przyjdę. Przepraszałam, proponowałam rekompensatę, ale na nic to wszystko, bo to zbiegło się z informacją, że i tak chcę szukać nowej pracy. Rozmowa poszła w takim kierunku, że uznałam, ze lepiej, żeby wiedziała, żeby szukać kogoś też na dłuższą metę. Oczywiście zapewniłam, ze póki kogoś nie znajdą, ja będę przychodzić. Napisała mi wiele słów o nieodpowiedzialności i jej skutkach. Nawet bez tego byłam bliska szaleństwa. Przeżywam bardzo tego typu porażki i krzywdzenie innych. Tak bardzo, że czuję się bardziej chora.

Rozmawiałam o tym z dwoma mężczyznami. O tej sytuacji. Podeszli do tego tak, jak mogłam oczekiwać - że moje przeżywanie, kajanie się i rozpacz są nie na miejscu, choć oczywiście błąd jest. I to mi na pewno pomogło, a mimo to nadal tu jestem. Płaczliwa, zrozpaczona, nie umiejąca się na niczym skupić. Boję się tak bardzo, że... 

Piszę teraz z trzecim mężczyzną. Jeśli zapyta, co u mnie, też mu o tym opowiem. Mężczyźni. Tak wyszło, że zerwałam wiele kontaktów żeńskich i pozostali starzy przyjaciele, znajomi, no i mój mężczyzna, z którym jestem jakby w separacji.

Tak, ten blog miał być o metafizyce i odchudzaniu. A jest moją przyjaciółką albo przyjacielem. Zwłaszcza, że chyba nie dogaduję się z trzecim mężczyzną. Albo dogaduję. Marzę o powrocie do psychotropów, ale nie odważam się z paru względów. Bez nich po prostu ginę.

Ale spróbuję jeszcze z tematyką bloga. Spokojnie. Odchudzanie - jem z pewnością mniej w tej chorobie. Chyba skurczyłam żołądek. Jem też nadal zdrowiej, niż kiedyś. Nie wiem, ile ważę. Nie mam siły się ruszać.

Metafizyka - szukam Boga. Wołam Go, bo bez Niego jest mi bardzo źle. Więc wołam intensywniej. A jak jest mi średnio bądź dobrze (kiedy było dobrze?), to też szukam i wołam. A może jednak kiedyś się znajdzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mam gadać dzieciom o ekologii, a w głowie pustka

Już jutro ja, polonistka z wykształcenia i z zamiłowania, mam zrobić 15-minutową prelekcję o ekologii w szkole podstawowej. A do tego dziwni...