środa, 10 maja 2023

Mam gadać dzieciom o ekologii, a w głowie pustka

Już jutro ja, polonistka z wykształcenia i z zamiłowania, mam zrobić 15-minutową prelekcję o ekologii w szkole podstawowej. A do tego dziwnie się złożyło, że to ma być moja była szkoła podstawowa! Już zaliczyłam koszmar o tym, jak robię prezentację w klasie mojej ulubionej byłej nauczycielki, a jej pierwszymi słowami są: "to jest bardzo złe". A zresztą byłam tylko połowicznie przygotowana i musiałam czytać trudne słowa po angielsku, i nie wiedziałam, jak je wymówić. Tematem prezentacji z koszmaru były różnice między atlasem a globusem.

A teraz siedzę na łóżku i mam 4 godziny do korków. Poprosiłam CHATGPT, żeby powiedział, jak się zabrać do trudnego zadania kreatywnego.

1. Wymagania i cele zadania - tak naprawdę to nie wiem. Mam powiedzieć coś o ekologii, o tym, jak dzieci mogą dbać o planetę. To wiedza powszechna, wszędzie o niej pełno, więc niczego nowego nie powiem. Mogę wykorzystać nawet prezentację innego prelegenta. 

2. Dlaczego to zadanie jest ważne? Jak można do niego podejść? - jest ważne, bo przekażę dzieciom jakąś teorię na temat klimatu (wiedza zawsze w cenie) i zachęcę je do zbierania śmieci w lesie, więc może będę miała milsze spacery w naturze, a jak będę stara, to może wyrośnie pokolenie mniej śmiecące i będę miała milsze spacery po mieście. Mogę podejść do tego tak, że podkreślę te rzeczy, które dla mnie są ważne emocjonalnie, dzięki czemu bardziej się zaangażuję.

3. Moja motywacja - sprawdzenie się przed dużą publicznością, która może tworzyć jedność, jak jedna osoba, bo nikt nie chce się wyróżniać w tak wielkiej grupie. Poza tym dobre pieniądze. No i w ogóle, to może jestem ograniczoną egoistką, ale nie mam jakiegoś silnego pędu do dbania o brak globalnego ocieplenia, bo nie czuję tego. Co innego dbanie o naturę - lasy, morza, rzeki. Może przy robieniu prezentacji dowiem się czegoś, co mnie oświeci, to też motywacja. Znalezienie paru twardych faktów.

4. Inspiracja? - no to znalazłam już wiarygodne strony, mam też prezentację Bartka.

5. Pomysły - zapisałam część wyżej.

Okej, to pora na plan działania... stres mnie przygniata jak cholera!

1. Zrobienie planu przemowy. Posłużę się prezentacją Bartka i znalezionymi stronami.

2. Uzupełnienie szkieletu ciałem. Wypisanie w podpunktach tego, o czym chcę mówić.

3. Zrobienie prezentacji z ładnymi, wesołymi obrazkami.

4. Wydrukowanie lub przepisanie planu przemowy.

5. Znalezienie ładnej podkładki.

6. Skompletowanie eleganckiego stroju dopasowanego do sportowych butów, bo nie mam żadnych eleganckich.

środa, 26 kwietnia 2023

Lol content

 Mogę dawać takie tytuły, jakie chcę. Ale chcę też być uczciwa, zatem informuję: to nie będzie lol content!!!

To będzie o moim życiu. Jestem w rozkroku i jest to dość fascynujące i bardzo stresujące.

Ale od porządków - za godzinę mam korek numer 1. Z tego względu spytałam właśnie mamę Ali, czy nadal będziemy wałkować części zdania. Ala się przy nich całkowicie wyłącza, przestaje zwracać na mnie uwagę i odpowiada na proste pytania przez długie minuty. Dlatego chciałam przygotować coś ciekawego, żeby ją zachęcić!

Potem mam korek z Michałem i spytam go zaraz, co teraz przerabiają w szkole i czy będzie jakiś sprawdzian albo kartkówka.

Potem będzie korek/półtora korka/dwa korki z Zuzią, a z Zuzią robimy wspólnie egzaminy ósmoklasisty, więc luz. Dziś śniła mi się Zuzia. Bardzo ją lubię. W zeszłym tygodniu nie miałyśmy zajęć i dziś śniło mi się, że znów chodzę do szkoły i Zuzia jest moją ulubioną koleżanką. To był bardzo miły kawałek tego snu.

W ogóle mam jakoś więcej energii. To może być wiosna i załatwienie kilku najtrudniejszych spraw z listy trudnych spraw. Już nie wiem, co zostało, to zrobię teraz nową listę.

Już jest nowy dzień. Wczorajsze korki były bardzo angażujące i szybko zrobiła się noc. Dziś wstałam o świcie, tzn. o 9:30, bo chcę się nauczyć wcześniej wstawać na maj. Dostałam propozycję pracy nie do odrzucenia. Właściwie za samo wstanie i dojechanie na miejsce będą płacić mi prawie 200 zł. Potem będę musiała przez 15 minut gadać do jakiejś klasy czy szkoły. Ja i inna osoba łącznie będziemy mieć 20 wyjść, więc naprawdę sporo!

A teraz lista zadań na dziś i najbliższe dni od najbardziej pilnych:

- przygotować materiały na sobotę

- ogarnąć dzisiejsze korki

- ogarnąć ZUS

- ogarnąć PIT :(

- kupić przez Internet sodę oczyszczoną i poszukać prezentu na rocznicę moją i Anda

- pomóc wreszcie mamie w porządkach

- znaleźć w końcu pracę za granicą, w Finlandii

- zacząć rozglądać się po mieszkaniach na wynajem i innych opcjach, jak małe domki

poniedziałek, 17 kwietnia 2023

Mozolne rozwikływanie

W ostatnim poście starałam się ogarnąć, ile mam spraw do załatwienia. Następnie nie załatwiłam żadnej.

Męczyłam się, miałam koszmary i dobre sny, chciałam tylko grać w gry i spać, pić alkohol z ludźmi z kurnika przez internet i zapomnieć. DZIŚ NASTĄPIŁ PRZEŁOM.

Oto lista, uaktualnię ją trochę i napiszę, co zostało załatwione:

- podjąć decyzję ostateczną co do wyjazdu na Cypr na urodziny przyjaciółki i poinformować ją o tym

ZROBIONE NARESZCIE, KURWA.

- obliczyć, ile zalegają mi uczniowie w płatnościach i poinformować ich rodziców,

ZROBIONE CZĘSCIOWO, w ważnej części, zabiorę się też za resztę.

- obliczyć finanse na kwiecień i maj i rozporządzić nimi w spłatach długów, podejmowaniu decyzji itd.,

ZROBIONE KURKA!!!

- zapisać się na kolejną godzinę terapii,

ZROBIONE

- ogarnąć nowy plan zajęć po rezygnacji kilku uczniów,

ZROBIONE

- ogarnąć kolejny ZUS DRA,

- pomóc mamie w porządkach i oznajmić jej o ostatecznej decyzji co do moich planów.

- podjąć decyzję co do wyjazdu latem do pracy w Finlandii i zacząć pisać do hostów,

- podjąć decyzję co do mieszkania i poinformować o tym właścicielkę,

- zacząć ogarniać PIT, bo potem na pewno będzie za późno.


Dobra, uszeregowałam resztę od najprostszych lub najpilniejszych do najtrudniejszych lub najmniej pilnych (stan na dziś). Zacznę od pierwszego z góry, bo dostałam już smsy z propozycjami zajęć. Tyle że te zajęcia to z maluchami. Ale z drugiej strony, to też dobrze, bo dzięki temu będę miała z nimi zajęcia też po egzaminie. Zrobiłam to. Nie wiem, czy bez sensu nie wzięłam sobie na głowę trudnych dzieci, ale przynajmniej będą płacić godziwie. Więcej nie biorę, więc odpiszę uprzejmie innym. Zrobione.

środa, 12 kwietnia 2023

Nazbierało się spraw

Spraw się nazbierało. Przygniatają mnie dzień i noc. Muszę pić, żeby się od nich uwalniać, muszę grać i słuchać podcastów, żeby o nich nie myśleć. Muszę podjąć parę ważnych decyzji, na co zupełnie nie mam ochoty. Nie cierpię podejmować decyzji. Bardzo chciałabym umieć robić to szybko i pewnie.

Nadeszła jednak wiosna, nadeszły kwiaty na drzewach i słońce, które niemal parzy, gdy wystawia się do niego twarz. Wiosna to życie, to przesilenie wiosenne, to słabość, to siła. Mam ochotę natychmiast zacząć grać w jakąś grę, ale nie mogę już dłużej uciekać.

No dobrze, chyba puszczę sobie jakąś muzykę filmową i spiszę WSZYSTKO, co powinnam załatwić.

- podjąć decyzję ostateczną co do wyjazdu na Cypr na urodziny przyjaciółki i poinformować ją o tym,

- podjąć decyzję co do wyjazdu latem do pracy w Finlandii i zacząć pisać do hostów,

- podjąć decyzję co do mieszkania i poinformować o tym właścicielkę,

- obliczyć, ile zalegają mi uczniowie w płatnościach i poinformować ich rodziców,

- obliczyć finanse na kwiecień i maj i rozporządzić nimi w spłatach długów, podejmowaniu decyzji itd.,

- zacząć ogarniać PIT, bo potem na pewno będzie za późno,

- pomóc mamie w porządkach i oznajmić jej o ostatecznej decyzji co do moich planów,

- zapisać się na kolejną godzinę terapii,

- ogarnąć kolejny ZUS DRA,

Przemyślałam pomysł mieszkania tu przez kolejny rok i chyba się na to zdecyduję, mimo pewnych wątpliwości. Tu jest kawałek od lasu i kawałek od cywilizacji, wszędzie trzeba chodzić pieszo wzdłuż stosunkowo głośnych dróg. Żyję w oddaleniu od ludzi i mam zajęte wieczory na korepetycje, każde wyjście to cała wyprawa, więc nie wychodzę.

Z drugiej stronny mam tu, w środku, ciszę, mogę wychodzić do ogródka w zatyczkach i słuchawkach, i z kawą. 

Ale jednak to oddalenie zarazem od natury, jak i od ludzi, unieszczęśliwia mnie.

Takie decyzje są trudne. Ale tak bardzo nie chce mi się szukać! Trochę poszukałam i przeraża mnie możliwość trafienia na głośnych sąsiadów - ci moi tutaj są cisi i mili. A może mogłabym znaleźć sobie koleżankę w Kobyłce? Może zapiszę się na jakieś zajęcia do domu kultury. To nie są drogie rzeczy. Albo zrobić anonimowy post na fejsbuku gdzieś. Może gdzieś w Kobyłce siedzi inna trzydziestolatka spragniona kontaktu z drugim człowiekiem, lubiąca las, planszówki, dysputy o uczuciach i filozofii?

To do przemyślenia, może dam sobie rok tutaj i postaram się tutaj odnaleźć, po powrocie z Finlandii?

Tu jest daleko od Moich Ludzi, tzn. chłopaka, siostry i przyjaciółki. Może mogłabym własnoręcznie zatroszczyć się o ten kontakt nawet z Kobyłki? To znaczy ustalić sobie jeden dzień w tygodniu na odwiedzenie kogoś, na wyjście do ludzi i do miasta? Dziś na przykład jest czwartek i jedna uczennica zrezygnowała z korków. Jeśli nikogo nie wezmę na jej miejsce, miałabym czas aż do 17 w czwartki na wyjścia. Poza tym są niedziele, kiedy to zwykle umieram ze zmęczenia, i kiedy to zwykle widuję się z mamą, ale może mogłabym wieczorem gdzieś wychodzić, wtedy miałabym na wyjścia czwartki i niedziele.

Tak postawiona sprawa nie jest zła. Zatem... podejmuję tę trudną decyzję Kobyłkową. ZOSTAJĘ. ECH, mam boleśnie złe przeczucia. Ale zostanę, co mi tam. Ach nie, dziś jest środa, pomyliło mi się. No to super, zapomniałam przez to o jednej uczennicy. Co za niesprawność mózgowa!!!

Dobra, ale decyzja podjęta, to teraz.... niepodjęta, ciągle niczego nie wiem, idę grać w grę dla relaksu!!!!!!!!!!!

wtorek, 21 marca 2023

Tytuł

Tytułem wstępu napiszę, że jest źle. Czuję się fatalnie. Nie umiem utrzymać uwagi, znaczy nie, inaczej. Umiem utrzymać uwagę, ale za każdym razem, gdy w bólach kończę jakieś zadanie, to czuję potworny niepokój. Zapisałam się na dodatkową rozmowę z psychologiem za 2 dni. A teraz mam całą listę zadań do odhaczenia. Na myśl o przyjemnościach czuję wstręt. Znaczy na myśl o graniu w jakąś grę albo oglądaniu serialu, kolorowaniu kolorowanki, robieniu na szydełku, spacerze itd. Na myśl o pracy też czuję wstręt. Nie wiem, jak mam się, kurwa, uspokoić. Powinnam chociaż wyznaczyć priorytety na dziś.

Jest wtorek. Ledwo to piszę, bo wygrywa ze mną czucie się fatalnie. Usiłuję leczyć to kawą, ale kawa mi nie smakuje! Następną posłodzę, może to coś da. Takie jest życie człowiecze pod słońcem, pod chmurami. Dlaczego stan łatwości i zadowolenia miałby być nam z góry dany? Dlaczego miałby być stanem naturalnym? Kto tak obiecał? My sobie obiecaliśmy, bo wierzymy w przewagę dobra nad złem.

Dobra, nie umiem utrzymać uwagi. Wszystko jest mdłe i okropne. No i tak. Tak jest. Tak dziś jest. Tak jest od miesiąca. I co? I gówno. Wiosna nadchodzi.

Priorytety na dziś? Nie wiem. ZUS powinien grać pierwsze skrzypce, ale głowa mi pęka od środka na myśl o ZUS-ie. Jutro środa, jutro jeszcze więcej rzeczy, ale jest cień szansy, że będę czuła się lepiej.

W ogóle AI. AI kurwa. AI. Ona pokazuje nam, że wszystko już było pod słońcem. I tylko można to przekształcać. A może ktoś jednak coś nowego wymyśli, ale ze starych elementów, z elementów nam danych.

Nie no. Jest rozwój. Jest technologia. Ale co robi ostatecznie technologia? Pozwala na stare rzeczy w nowej odsłonie albo chamsko naśladuje w świecie wirtuolo. Jest lepsze traktowanie dziecka, ale tylko na papierze? Nie wiem. Tego nie. A zresztą dzieci są stare i rodzice są starzy, było.

Ten typek od wspaniałego świata nowego wymyślił brak matki i dziecko z butli. To coś świeżego, przyznaję. Ale to tylko na zasadzie odcięcia się od tego, co jest. To tak, jakbym wymyśliła, że borsuk nie ma głowy. Nowy borsuk. Borsuk bez głowy. Zamiast głowy ma butlę.

Jest nowe podejście do religii, do jednostkowości, romantyzm przełomem, oświecenie przełomem. Czy na pewno? Nie wiem tego.

Są zmiany. Ciągle są.

Dobra, co tam jeszcze? Priorytety. ZUS odpada, bo pęka środek głowy. To co zostaje? Korki. Tylko przygotowanie korków. O BOŻE NIE MOGĘ.

Korki. Korki. Korki. Nie mogę.

Nie mogę. Nie mogę.

Nie mogę.

Mam 1,5 h. Może po prostu tradycyjnie zrobię wszystko na ostatnią chwilę, a tymczasem zajmę się traceniem czasu na gówno. Będę sobie swobodnie przemierzać gówniane ścieżki sieci. Poszukam wydarzeń online, a potem nie wezmę w nich udziału. Poprzeglądam Allegro i nic nie kupię. Jest plan. Wspaniale. Do roboty.

poniedziałek, 20 marca 2023

Koło jest nieskończonością

I ja ciągle w moim kole, przeczytałam ostatni wpis i sytuacja jest niemal identyczna - 3 w miarę proste korki, 3,5 h na inne prace, kawa, łóżko, kołdra. Tyle że za oknem coraz wiosenniej. Przemiana jest możliwa dzięki pracy nad sobą, można wyjść z koła dzięki terapii i pracy, wyjść z koła rodzinnych błędów i zranień, osobistych schematów i przyzwyczajeń. Ale czy wiele osób się na to decyduje naprawdę? Czy wielu wykona tytaniczny wysiłek, którego nie wymaga przetrwanie? I dokąd tak naprawdę prowadzi nas psychologia? Jakich ludzi z nas robi? Czy ma rację?

Samoświadomość, poznanie siebie. Prawda. To jest cenne. Czy naprawdę wystarczą do tego narzędzia psychoterapeuty?

Dobra, tyle z filozofowania. Co do chudnięcia, to przez 2 miesiące uparcie liczyłam kalorie, trzymałam się limitu. Ale przyszła wichura, ulewa i zburzyła moje postanowienia, bo były zbudowane na piasku. Mam teraz bardzo trudny okres. Normalnie leki naprawdę unormowały mi życie, wprowadziły porządek, planowość, pracowitość. Ale przyszła wichura, ulewa...

I dlatego potrzebuję tego bloga tu i teraz. No to na dziś mam takie zadania:

- przygotować korki,

- napisać artykuł o slangu młodzieżowym według wytycznych,

- ogarnąć zagmatwaną kwestię ZUS-u,

- zapisać się na kolejną godzinę terapii.

Nie mogę. Nie mogę się za to zabrać. Po prostu nie mogę. Nie umiem. Ratunku.

Może zacznę od korków. I będę tu relacjonować wszystko. Co z Olą ma być? Nie zapisałam sobie! Chyba... tak! Ostatnio ćwiczyłyśmy rozprawki. Sprawdzę na mailu, czy wysłałam jej naszą wspólną pracę ostatnio. Wysłałam jej to na messengerze! To mi przypomina, co powinnyśmy poćwiczyć. Ola za mało rozwija przykłady do argumentów, nie ma przytupu na końcu, za mało faktów w środku. To to powinnyśmy poćwiczyć.

Teraz Miłosz. Zapisałam sobie "PRZECINKI", to poćwiczymy przecinki, a potem może jakiś egzamin zrobimy, może kawałek rozprawki. A z Natanem będzie to, co w jego podręczniku, bo Natan jest jeszcze dzieckiem, nie młodzieżą.

ZROBIONE KORKI.

To teraz co do artykułu... ach! Pisanie to mój raj, a tak trudno się dostać do tego raju...! Muszę otworzyć Worda. Gotowe. Muszę tam przekleić wytyczne. Ogólnie ten artykuł może stać się memem, bo jak "dorośli" zabierają się do pisania o języku "młodzieży", to wychodzi fatalnie. A ja mam się pod tym podpisać. Dlatego od początku będę zaznaczać, że:

- to humorystyczne,

- w slangu chodzi o to, żeby był wewnętrzny, niedostępny szerszemu gronu,

- jeśli nie jest się w środowisku młodzieżowym, łatwo się pogubić w tym szybko zmieniającym się ŻYCIU języka,

- najgorsze to próbować używać słów, których nie do końca się rozumie przez brak pełnego kontekstu pobieranego do mózgu z wielu pojedynczych sytuacji.

Mam do czynienia z młodzieżą w ogromnej ilości (młodzieży) i część z nich podchodzi poważnie do slangu i pojawia się jakiś szczególny rodzaj napiętnowania wobec tych, którzy nie są na czasie, nie rozumieją slangu lub źle go używają. Dla innych to takie śmieszne słówka, które śmieszą z powodu brzmienia lub tajemniczego sensu. A jeszcze inni w ogóle się nie afiszują ze slangiem, bo albo ich on nie obchodzi, albo nie zamierzają pokazywać go "dorosłym". Przynajmniej takie mam wrażenie.

Haha, chyba napisałam na brudno prawie cały wstęp. Reszta artykułu to opis słowa roku i krótki słowniczek.

Ale na razie przerwa w tej pracy, umówię się na terapię i może się przejdę do Stokrotki po słodkie bułki w ramach nieodchudzania. Kupię też jakieś gotowe dania, bo ostatnio nie mam siły na nic, na nic, na nic. Na szczęście zarabiam sporo dzięki różnym pracom i sześciodniowemu tygodniowi pracy.

poniedziałek, 19 grudnia 2022

Kolejny dzień z motywacją niewielką

Jest 13:00. Mam dziś 3 proste korki z ósmoklasistami, do których nie trzeba wielu przygotowań. A teraz mam 3,5 h na inne prace. Siły niewiele, zatem trzeba zrobić plan minimum przynajmniej. To zadziwiające, jak bardzo męczy nierobienie. Ale jak coś zrobię, poczuję się lepiej.

Przejrzałam oferty copywritingowe i złożyłam swoje.

A teraz pora na pisanie wniosków. Najpierw muszę wprowadzić poprawki do napisanego wniosku. Przekroczenie granicy zniechęcenia jest jak przedostawanie się przez grubą błonę z małą dziurą. Niemal nieosiągalne to jest. Ale osiągnę to. W uszach nieznane Kaczmarskie piosenki świąteczne, nawiązujące do tradycji średniowiecznej łączenia narodzin ze śmiercią Chrystusa. Co za niespodziewane odkrycie.

Okej, to po kolei. Otworzyć maila. Zrobione to i otwarty program do wniosków. Teraz, po kolei, wprowadzić poprawki. Za dużo. Za dużo. Wprowadzić pierwszą poprawkę. Wprowadzam kolejne poprawki, zgodnie z właściwością ludzką do wciągania się w realizowane zadanie.

Jedna z poprawek jest bardziej skomplikowana, niż inne, więc tymczasem załatwiłam parę spraw organizacyjnych pracowych. Gdyż trud wstrzymuje mnie w locie.

Wykorzystam też tę przerwę na nabranie sił i napiszę coś w tematyce bloga.

Nie chudnę i nie filozofuję. Tyję i zatracam się w pracach i rozrywkach. Znaczy skłonność do snucia refleksji to jeden z głównych składników mojej natury, ale nic nie pamiętam. Chodzę na terapię wreszcie regularnie, mam większą dawkę leków i liczę na to, że pomoże mi to w mniej stresowym ogarnianiu moich prac. A wówczas może osiągnę wreszcie spokój wystarczający do rozwijania moich nielicznych talentów, zainteresowań i relacji. I może sama przed sobą przyznam, czym dla mnie teraz jest Bóg.

A może zrobię to teraz, zamiast już wracać do poprawek? Bóg jest wielką niewiadomą. Może to dobrze, bo to oznacza wolność w tym sensie, że nie muszę dostosować się do reguł Boga opisanego przez którąś z religii. Z drugiej strony to szkoda, bo nie mam pojęcia, jak się kontaktować z Niewiadomą. Niewiadoma może też być NIEISTNIENIEM. Same wielkie litery, bo to nieistnienie byłoby potężne, obejmowałoby wszelkie światowe wyobrażenia, nadzieje i lęki. Ale wątpię w zupełne nieistnienie Istoty Kierującej Wszechświatem.

A jak się to ma do mojej religii, do której wciąż w pewnym stopniu należę? Czy religia może pomóc dotrzeć do Boga? Czy warto do Niego docierać, skoro może być też okrutny? W mojej religii jest miłością, ale zezwala na wieczne męki, które są konsekwencją wolnych ludzkich wyborów i są sprawiedliwe. W takim ujęciu nie można nawet się złościć na takiego Boga, cała wina na człowieka. Ale nie, bo rodzi się Jezus. Wina na niego, zło na niego. Jeśli człowiek powie, że Jezus Rządzi, to jest ocalony. Mogę mówić to codziennie rano, w południe, wieczorem i przed snem. Czy to wystarczy? 

Najważniejsze, ze wprowadziłam wszystkie poprawki i mogę robić nowy wniosek.

Mam gadać dzieciom o ekologii, a w głowie pustka

Już jutro ja, polonistka z wykształcenia i z zamiłowania, mam zrobić 15-minutową prelekcję o ekologii w szkole podstawowej. A do tego dziwni...