Spraw się nazbierało. Przygniatają mnie dzień i noc. Muszę pić, żeby się od nich uwalniać, muszę grać i słuchać podcastów, żeby o nich nie myśleć. Muszę podjąć parę ważnych decyzji, na co zupełnie nie mam ochoty. Nie cierpię podejmować decyzji. Bardzo chciałabym umieć robić to szybko i pewnie.
Nadeszła jednak wiosna, nadeszły kwiaty na drzewach i słońce, które niemal parzy, gdy wystawia się do niego twarz. Wiosna to życie, to przesilenie wiosenne, to słabość, to siła. Mam ochotę natychmiast zacząć grać w jakąś grę, ale nie mogę już dłużej uciekać.
No dobrze, chyba puszczę sobie jakąś muzykę filmową i spiszę WSZYSTKO, co powinnam załatwić.
- podjąć decyzję ostateczną co do wyjazdu na Cypr na urodziny przyjaciółki i poinformować ją o tym,
- podjąć decyzję co do wyjazdu latem do pracy w Finlandii i zacząć pisać do hostów,
- podjąć decyzję co do mieszkania i poinformować o tym właścicielkę,
- obliczyć, ile zalegają mi uczniowie w płatnościach i poinformować ich rodziców,
- obliczyć finanse na kwiecień i maj i rozporządzić nimi w spłatach długów, podejmowaniu decyzji itd.,
- zacząć ogarniać PIT, bo potem na pewno będzie za późno,
- pomóc mamie w porządkach i oznajmić jej o ostatecznej decyzji co do moich planów,
- zapisać się na kolejną godzinę terapii,
- ogarnąć kolejny ZUS DRA,
Przemyślałam pomysł mieszkania tu przez kolejny rok i chyba się na to zdecyduję, mimo pewnych wątpliwości. Tu jest kawałek od lasu i kawałek od cywilizacji, wszędzie trzeba chodzić pieszo wzdłuż stosunkowo głośnych dróg. Żyję w oddaleniu od ludzi i mam zajęte wieczory na korepetycje, każde wyjście to cała wyprawa, więc nie wychodzę.
Z drugiej stronny mam tu, w środku, ciszę, mogę wychodzić do ogródka w zatyczkach i słuchawkach, i z kawą.
Ale jednak to oddalenie zarazem od natury, jak i od ludzi, unieszczęśliwia mnie.
Takie decyzje są trudne. Ale tak bardzo nie chce mi się szukać! Trochę poszukałam i przeraża mnie możliwość trafienia na głośnych sąsiadów - ci moi tutaj są cisi i mili. A może mogłabym znaleźć sobie koleżankę w Kobyłce? Może zapiszę się na jakieś zajęcia do domu kultury. To nie są drogie rzeczy. Albo zrobić anonimowy post na fejsbuku gdzieś. Może gdzieś w Kobyłce siedzi inna trzydziestolatka spragniona kontaktu z drugim człowiekiem, lubiąca las, planszówki, dysputy o uczuciach i filozofii?
To do przemyślenia, może dam sobie rok tutaj i postaram się tutaj odnaleźć, po powrocie z Finlandii?
Tu jest daleko od Moich Ludzi, tzn. chłopaka, siostry i przyjaciółki. Może mogłabym własnoręcznie zatroszczyć się o ten kontakt nawet z Kobyłki? To znaczy ustalić sobie jeden dzień w tygodniu na odwiedzenie kogoś, na wyjście do ludzi i do miasta? Dziś na przykład jest czwartek i jedna uczennica zrezygnowała z korków. Jeśli nikogo nie wezmę na jej miejsce, miałabym czas aż do 17 w czwartki na wyjścia. Poza tym są niedziele, kiedy to zwykle umieram ze zmęczenia, i kiedy to zwykle widuję się z mamą, ale może mogłabym wieczorem gdzieś wychodzić, wtedy miałabym na wyjścia czwartki i niedziele.
Tak postawiona sprawa nie jest zła. Zatem... podejmuję tę trudną decyzję Kobyłkową. ZOSTAJĘ. ECH, mam boleśnie złe przeczucia. Ale zostanę, co mi tam. Ach nie, dziś jest środa, pomyliło mi się. No to super, zapomniałam przez to o jednej uczennicy. Co za niesprawność mózgowa!!!
Dobra, ale decyzja podjęta, to teraz.... niepodjęta, ciągle niczego nie wiem, idę grać w grę dla relaksu!!!!!!!!!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz