niedziela, 9 stycznia 2022

Niedziela wieczur i chumor popsuty

Śmieszy mnie ortografia past internetowych i memów. To tak, jakby dziecko albo zwierzątko je pisało. 

A mój humor bardzo popsuty. Cały weekend robiłam tylko jedno - grałam i słuchałam audiobooków. Minął cały weekend. Na dziś miałam jakieś plany (na wczoraj zresztą też, mnóstwo!), ale wszystko olałam całkowicie. Do tego zaczyna mnie brać przeziębienie, więc siedzę w cieple i nie wychodzę nawet do śmietnika, bo nie chcę rozłożyć się i stracić możliwości zarabiania.

Siedzę w ogromnym bałaganie i czuję narastającą depresję. Nie poszłam nawet po leki na głowę, jak się skończyły. Mam zaległe opłaty do zrobienia. Mam też zaległą tę jedną pracę, którą obiecałam mamie dziewczynki. Copywriterską, na max. 2 godziny. Tak mi źle z tym, że tego nie robię. Tak bardzo nie mam siły. Nie zrobiłam też prania i nie wiem, co jutro będę mogła założyć, bo wszystkie spodnie śmierdzą i nie mam też czystych rajstop. Może jednak wstawię teraz szybko pranie? To ostatnie chwile przed tą słynną ciszą nocną. Wiem, że niedziela, ale mus to mus, chyba. Tak bardzo nie mam siły! Nie wiem, o co chodzi. 

A może wiem? To chyba coś z uczuciami. Są znów strasznie skłębione i trudne. Ale oczywiście nie umówiłam się na kolejną rozmowę z psychologiem, bo nie mam siły. 

I co jeszcze? Co jeszcze? Co jeszcze? Jeszcze to, że zaraz znów nic nie zrobię. Zrobiłam wcześniej kąpiel i długo szorowałam się szczotką, bo zamierzam schudnąć, a mam tak dużo tłuszczu, że jak schudnę, to zostanie obwisła skóra. Posmarowałam się też masłem z mango, które dostałam w prezencie od mamy dziewczynki. Poza tym odkąd nie piję, to nie mam co robić w wannie, jak już ogolę nogi i pachy i obetnę paznokcie. No i ćwiczę prawie codziennie. W ten weekend oczywiście nie.

Miałam nadzieję, że te leki i te ćwiczenia coś poprawią. A tu nic. A może to kwestia treści tych audiobooków? Kupuję je jak narkomanka. Gdy skończy się jeden, to w szale szukam kolejnego i natychmiast za niego płacę i włączam, i dopiero wtedy się uspokajam. Słucham średnio jednego dziennie, a każdy ma ponad 10 godzin. A treść jest tak straszna, że nie wiem, jak ją znoszę. Czasami oszukuję się, że spokojnie dam radę, ale serce mi zaczyna tak dziwnie bić, jak w dużym stresie.

Dziś popłakałam się przy jednym i bardzo zapiekły mnie oczy, bo są wysuszone od grania. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że bardzo dawno nie płakałam, a mam w sobie mnóstwo napięcia. Trochę marzę o niezwykłej miłości z zewnątrz mnie, o niezwykłej trosce, ale ta miłość ludzka jest tak splątana, a ja ją jeszcze bardziej plączę, a mimo to wzrusza mnie każdy malutki gest. Ale marzę też o miłości ponadludzkiej, takiej cudownej, w sensie cudu, czegoś niesamowitego, nagłego, ogromnego. Chciałabym uwierzyć w cuda, znowu. Chciałabym zrobić warunki do cudów, to znaczy wyjechać na rekolekcje, gdzie inni za mnie będą myśleć, co mam robić, a mnie zostanie tylko cisza na własne myśli. Ale rekolekcje są teraz bardzo drogie i bardzo popularne, mało jest nawet miejsc na niektóre.

piątek, 7 stycznia 2022

Ulga jest super, nie?

Tak, ulga jest super. Jakby to był prawdziwy artykuł, to by nie przeszedł przez grono tych, co przepychają artykuły.

Dziś miałam mieć zajęcia od 15 do 20:30, z kilkoma przerwami. Myślę, że dałabym radę, choć z pewnym trudem, ze względu na jednego kursowego ucznia, który mnie bardzo męczy. Ale nie chcę o nim myśleć POZA TYM, że zamierzam być dobrze przygotowana i niezmiennie przypominać, że proszę już bez takich uwag, bo nie mogę się skupić na prowadzeniu zajęć, które są dla nich. Koniec, to mój sposób na dziś. No i będę koncentrować się na radości z tego powodu, że pośrodku jest 10 minut przerwy i - że dostanę za całość kursu 75 zł. Dwa razy po 40 minut i tyle kasy - dam radę.

Oczywiście i tak się nakręcam, mimo leków. Ale dam radę, wiem o tym.

A skąd ta ulga? Stąd, że jednak mam mieć zajęcia od 16:15 do 20:30! Czyli mam więcej czasu na przygotowanie i nawet na zrobienie kilku innych rzeczy.

Doprowadziłam do tego, że otacza mnie wciąż jeden, wielki chaos. Mam wrażenie, że Święta były kilka dni temu, a tymczasem jest już 7.01. Nie mam pojęcia, jak to się stało! W Święta byłam w Olsztynie, z rodziną. Wróciłam wcześniej, niż planowałam, czyli już 26.12. Byłam tak słaba, że cały następny dzień leżałam albo siedziałam i grałam. We wtorek miałam kilkoro zajęć, w środę i czwartek opiekę nad dziewczynką i korepetycje, a w piątek wyjątkowo znów opiekę nad dziewczynką i Sylwestra w bardzo małym gronie. Następny dzień spędziłam z moim odseparowanym mężczyzną, aż do wieczora. Nic dziwnego, że ten czas minął tak szybko.

Potem niedziela poświęcona graniu (a granie oznacza dla mnie ostatnio też, albo przede wszystkim, słuchanie w tle audiobooków Laili Shukri) i już nowy tydzień, który minął szybko na opiece nad dziewczynką, korepetycjach i graniu.

Tak wciągnęłam się w te audiobooki, że zaczęłam je kupować zamiast poprzestać na darmowych fragmentach z YouTube. Uważam, że są napisane dość sztucznie, bo w zwykłe dialogi są wplecione informacje jak z encyklopedii. Ale z drugiej strony to dobry sposób, żeby dowiedzieć się wielu rzeczy o arabskiej kulturze. Poza tym często czuję się, jakbym słuchała szkolnego wypracowania i wtedy liryczne fragmenty są dla mnie niepasujące albo wręcz potwornie żenujące. A próby poetyckie sprawiają, że mam ochotę zatkać uszy. Ale to tyle z wad. A z zalet - bohaterowie są ciekawie odmalowani, dość pogłębieni, akcja jest niesamowicie wciągająca. Jest tam mnóstwo szczegółów codziennego życia w obcym świecie, a ja uwielbiam słuchać / czytać o życiu codziennym w zupełnie innym miejscu lub czasie. Niesamowite są te przenosiny z bogatych pałaców na cichą pustynię, do beduinów. Poza tym wydarzenia są tak wspaniale przedstawione, że czuję te same emocje, co bohaterki. Przez to po raz pierwszy od dawna zarwałam noc na słuchanie, bo nie mogłam się oderwać od słuchawek. No i opisy dają mi to, czego potrzebuję, są w dobrym stosunku ilościowym do akcji, pomagają to wszystko sobie wyobrazić.

Nie chciałabym uczyć się pisania od Laili Shukri. Ale jest jeszcze inna ważna rzecz, a mianowicie to, że to chyba wszystko prawda. Chyba naprawdę Laina Shukri to Polka, która wyszła za szejka arabskiego i pisze pod pseudonimem, żeby mąż jej nie zabił. I te historie naprawdę usłyszała od swoich znajomych z arabskiego świata. I jeśli nawet dużo zmienia, żeby zapewnić kobietom bezpieczeństwo, to wplata w te opowieści udokumentowane wydarzenia i prawdziwe dane. Oczywiście nie chce mi się tego sprawdzać, ale obiecuję sobie, że to zrobię. I ja nie cierpię słuchać o makabrycznych rzeczach, ale te historie są tak ciekawe, że słucham. Pocieszam się tylko, że to się dzieje daleko ode mnie. I o dziwo zaczynam zdobywać nowe przekonanie, że może dałabym radę z czymś potwornym, skoro daję radę o tym słuchać. I że moje życie nie jest takie straszne, a skoro te bohaterki dają radę, to ja też mogę. No i cieszę się, że COŚ WIEM, bo wiedza jest bardzo ważna, jeśli miałabym kiedyś zetknąć się z tym światem. Wtedy więcej bym rozumiała. Oczywiście Laila pisze o skrajnościach, ale daje też jakiś ogólny obraz tych krajów.

Oczywiście znów się rozpisałam, bo żyję tym teraz, a mój odseparowany mężczyzna nie słucha chętnie o moich wrażeniach z tych lektur, bo ma teraz mnóstwo pilnych spraw i inne spojrzenie na literaturę, mama dziewczynki nie ma na to czasu, a z siostrą się nie widziałam już długo. No i łatwiej jest pisać, niż mówić.

Minęło mnóstwo minut. Chciałam trochę uporządkować mój chaos, a w nim teraz królewskie miejsce zajmuje właśnie Laila Shukri. Co poza tym? Mam straszny bałagan, który dałoby się szybko ogarnąć, ale nie mam siły psychicznej. Zaczęłam ćwiczyć prawie codziennie mięśnie brzucha, pośladków, ud i ramion i mniej jeść, bo ostatnio strasznie przytyłam. Mam ciągle z tyłu głowy zaległe zlecenie na 2 godziny pracy. Ciągle parę rzeczy do oddania. Poza tym długi są, a ja wydałam mnóstwo pieniędzy na prezenty dla rodziny i audiobooki i jedzenie dla siebie. Boję się policzyć, czy zdobędę wszystkie pieniądze na ten miesiąc. Zaległości wszelkich rodzajów znów rosną. Ciągle nie zapisuję się na kolejną wizytę telefoniczną u psychologa. Miałam pracę domową, a nawet dwie od niej, ale są dla mnie trudne.

Co więc teraz zrobię? Co teraz, a co w weekend?

* przygotuję kurs i zajęcia z indywidualnym uczniem

* przygotuję zajęcia z uczennicą

* trochę posprzątam

* przygotuję strój na dziś, łącznie z rajstopami

* kupię w aptece leki i jak się uda, to też grube rajstopy

* zrobię zaległe zlecenie

* zapiszę się do psychologa

To dziś, a w weekend?

* Zrobię zdjęcia książki i oddam ją do BUW-u

* Ogarnę finanse i porobię copywriting

* Pójdę wreszcie na długi spacer, niezależnie od pogody

* Posprzątam dokładnie

* Porobię jakieś super rzeczy na szydełku (chciałabym puzzle, ale oszczędzam na audiobooki)

* Zrobię pracę domową / prace domowe dla psychologa

Dobra, chaos trochę posprzątany, choć nadal czuję się kiepsko. Ale zaraz ogarnę, zaraz ogarnę!

Mam gadać dzieciom o ekologii, a w głowie pustka

Już jutro ja, polonistka z wykształcenia i z zamiłowania, mam zrobić 15-minutową prelekcję o ekologii w szkole podstawowej. A do tego dziwni...