Śmieszy mnie ortografia past internetowych i memów. To tak, jakby dziecko albo zwierzątko je pisało.
A mój humor bardzo popsuty. Cały weekend robiłam tylko jedno - grałam i słuchałam audiobooków. Minął cały weekend. Na dziś miałam jakieś plany (na wczoraj zresztą też, mnóstwo!), ale wszystko olałam całkowicie. Do tego zaczyna mnie brać przeziębienie, więc siedzę w cieple i nie wychodzę nawet do śmietnika, bo nie chcę rozłożyć się i stracić możliwości zarabiania.
Siedzę w ogromnym bałaganie i czuję narastającą depresję. Nie poszłam nawet po leki na głowę, jak się skończyły. Mam zaległe opłaty do zrobienia. Mam też zaległą tę jedną pracę, którą obiecałam mamie dziewczynki. Copywriterską, na max. 2 godziny. Tak mi źle z tym, że tego nie robię. Tak bardzo nie mam siły. Nie zrobiłam też prania i nie wiem, co jutro będę mogła założyć, bo wszystkie spodnie śmierdzą i nie mam też czystych rajstop. Może jednak wstawię teraz szybko pranie? To ostatnie chwile przed tą słynną ciszą nocną. Wiem, że niedziela, ale mus to mus, chyba. Tak bardzo nie mam siły! Nie wiem, o co chodzi.
A może wiem? To chyba coś z uczuciami. Są znów strasznie skłębione i trudne. Ale oczywiście nie umówiłam się na kolejną rozmowę z psychologiem, bo nie mam siły.
I co jeszcze? Co jeszcze? Co jeszcze? Jeszcze to, że zaraz znów nic nie zrobię. Zrobiłam wcześniej kąpiel i długo szorowałam się szczotką, bo zamierzam schudnąć, a mam tak dużo tłuszczu, że jak schudnę, to zostanie obwisła skóra. Posmarowałam się też masłem z mango, które dostałam w prezencie od mamy dziewczynki. Poza tym odkąd nie piję, to nie mam co robić w wannie, jak już ogolę nogi i pachy i obetnę paznokcie. No i ćwiczę prawie codziennie. W ten weekend oczywiście nie.
Miałam nadzieję, że te leki i te ćwiczenia coś poprawią. A tu nic. A może to kwestia treści tych audiobooków? Kupuję je jak narkomanka. Gdy skończy się jeden, to w szale szukam kolejnego i natychmiast za niego płacę i włączam, i dopiero wtedy się uspokajam. Słucham średnio jednego dziennie, a każdy ma ponad 10 godzin. A treść jest tak straszna, że nie wiem, jak ją znoszę. Czasami oszukuję się, że spokojnie dam radę, ale serce mi zaczyna tak dziwnie bić, jak w dużym stresie.
Dziś popłakałam się przy jednym i bardzo zapiekły mnie oczy, bo są wysuszone od grania. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że bardzo dawno nie płakałam, a mam w sobie mnóstwo napięcia. Trochę marzę o niezwykłej miłości z zewnątrz mnie, o niezwykłej trosce, ale ta miłość ludzka jest tak splątana, a ja ją jeszcze bardziej plączę, a mimo to wzrusza mnie każdy malutki gest. Ale marzę też o miłości ponadludzkiej, takiej cudownej, w sensie cudu, czegoś niesamowitego, nagłego, ogromnego. Chciałabym uwierzyć w cuda, znowu. Chciałabym zrobić warunki do cudów, to znaczy wyjechać na rekolekcje, gdzie inni za mnie będą myśleć, co mam robić, a mnie zostanie tylko cisza na własne myśli. Ale rekolekcje są teraz bardzo drogie i bardzo popularne, mało jest nawet miejsc na niektóre.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz