I ja ciągle w moim kole, przeczytałam ostatni wpis i sytuacja jest niemal identyczna - 3 w miarę proste korki, 3,5 h na inne prace, kawa, łóżko, kołdra. Tyle że za oknem coraz wiosenniej. Przemiana jest możliwa dzięki pracy nad sobą, można wyjść z koła dzięki terapii i pracy, wyjść z koła rodzinnych błędów i zranień, osobistych schematów i przyzwyczajeń. Ale czy wiele osób się na to decyduje naprawdę? Czy wielu wykona tytaniczny wysiłek, którego nie wymaga przetrwanie? I dokąd tak naprawdę prowadzi nas psychologia? Jakich ludzi z nas robi? Czy ma rację?
Samoświadomość, poznanie siebie. Prawda. To jest cenne. Czy naprawdę wystarczą do tego narzędzia psychoterapeuty?
Dobra, tyle z filozofowania. Co do chudnięcia, to przez 2 miesiące uparcie liczyłam kalorie, trzymałam się limitu. Ale przyszła wichura, ulewa i zburzyła moje postanowienia, bo były zbudowane na piasku. Mam teraz bardzo trudny okres. Normalnie leki naprawdę unormowały mi życie, wprowadziły porządek, planowość, pracowitość. Ale przyszła wichura, ulewa...
I dlatego potrzebuję tego bloga tu i teraz. No to na dziś mam takie zadania:
- przygotować korki,
- napisać artykuł o slangu młodzieżowym według wytycznych,
- ogarnąć zagmatwaną kwestię ZUS-u,
- zapisać się na kolejną godzinę terapii.
Nie mogę. Nie mogę się za to zabrać. Po prostu nie mogę. Nie umiem. Ratunku.
Może zacznę od korków. I będę tu relacjonować wszystko. Co z Olą ma być? Nie zapisałam sobie! Chyba... tak! Ostatnio ćwiczyłyśmy rozprawki. Sprawdzę na mailu, czy wysłałam jej naszą wspólną pracę ostatnio. Wysłałam jej to na messengerze! To mi przypomina, co powinnyśmy poćwiczyć. Ola za mało rozwija przykłady do argumentów, nie ma przytupu na końcu, za mało faktów w środku. To to powinnyśmy poćwiczyć.
Teraz Miłosz. Zapisałam sobie "PRZECINKI", to poćwiczymy przecinki, a potem może jakiś egzamin zrobimy, może kawałek rozprawki. A z Natanem będzie to, co w jego podręczniku, bo Natan jest jeszcze dzieckiem, nie młodzieżą.
ZROBIONE KORKI.
To teraz co do artykułu... ach! Pisanie to mój raj, a tak trudno się dostać do tego raju...! Muszę otworzyć Worda. Gotowe. Muszę tam przekleić wytyczne. Ogólnie ten artykuł może stać się memem, bo jak "dorośli" zabierają się do pisania o języku "młodzieży", to wychodzi fatalnie. A ja mam się pod tym podpisać. Dlatego od początku będę zaznaczać, że:
- to humorystyczne,
- w slangu chodzi o to, żeby był wewnętrzny, niedostępny szerszemu gronu,
- jeśli nie jest się w środowisku młodzieżowym, łatwo się pogubić w tym szybko zmieniającym się ŻYCIU języka,
- najgorsze to próbować używać słów, których nie do końca się rozumie przez brak pełnego kontekstu pobieranego do mózgu z wielu pojedynczych sytuacji.
Mam do czynienia z młodzieżą w ogromnej ilości (młodzieży) i część z nich podchodzi poważnie do slangu i pojawia się jakiś szczególny rodzaj napiętnowania wobec tych, którzy nie są na czasie, nie rozumieją slangu lub źle go używają. Dla innych to takie śmieszne słówka, które śmieszą z powodu brzmienia lub tajemniczego sensu. A jeszcze inni w ogóle się nie afiszują ze slangiem, bo albo ich on nie obchodzi, albo nie zamierzają pokazywać go "dorosłym". Przynajmniej takie mam wrażenie.
Haha, chyba napisałam na brudno prawie cały wstęp. Reszta artykułu to opis słowa roku i krótki słowniczek.
Ale na razie przerwa w tej pracy, umówię się na terapię i może się przejdę do Stokrotki po słodkie bułki w ramach nieodchudzania. Kupię też jakieś gotowe dania, bo ostatnio nie mam siły na nic, na nic, na nic. Na szczęście zarabiam sporo dzięki różnym pracom i sześciodniowemu tygodniowi pracy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz