niedziela, 24 kwietnia 2022

Nie wiem, co dziś robić

Zdziczałam. Siedzę sama w domu przez większość życia teraz. A w niedzielę zmuszam się do niepracowania niemal równie intensywnie, jak gdy zmuszam się do pracy w tygodniu. Gdybym czuła się lepiej, poszłabym do lasu na spacer. Ale rzecz w tym, że od ponad miesiąca czuję się źle. Ciągle zapominam o zdrowym żywieniu. Może to by mi pomogło jakoś. Niedługo warzywa powinny stanieć. A tymczasem zjem 18 tabletek i wypiję kawę. Może po tym poczuję się na tyle dobrze, żeby odwiedzić las. Raczej nie.

Wczoraj wypiłam 2,5 Radlera 2%. Moją rozrywką było robienie copywritingu o polskim romantyzmie. A potem grałam w kalambury na kurniku, ale wkurzyła mnie gospodyni stołu, która wyrzucała ludzi niezgadujących haseł. Natychmiast wytrzeźwiałam. To był jedyny rozsądny stół w kalamburach. Wyszłam z niego i zrobiłam sobie górę niezdrowego jedzenia. A potem oglądałam serial.

Korki są ciągle. Codziennie korki. Chce mi się płakać. Powinnam...powinnam tak wiele. Nawet może sobie to spiszę:

- rozejrzeć się po sposobach zarabiania, gdy odejdzie dużo uczniów i gdy odejdą wszyscy,

- ogarnąć rzeczy do złożenia pitu pitu,

- ogarnąć rozchełstane emocje i stanowczo zakazać sobie niektórych rozmyślań,

- odchudzać się,

- robić rzeczy inne i nowe, otrzeźwiające i miłe, twórcze, bo może to mi pomoże z emocjami zatęchłymi.

Boże... a właśnie - Bóg. Dziś moje ulubione chrześcijańskie święto. Miłosierdzie. Lubię miłosierdzie, bo to jest rzecz za darmo. Lubię rzeczy za darmo, bo nie stać mnie na większość rzeczy. Kiedyś bardzo wierzyłam. Tak bardzo, a nawet tego nie wiedziałam. Teraz jest inaczej. Teraz jest tak, że dopuszczam z trudem nieistnienie Boga. A samo delikatne dopuszczenie zmienia wszystko.

Ale miłosierdzie byłoby ponad moją biedą. Więcej niż biedą - ponad kradzieżami. Więc proszę o nie. Dziś mam odwagę o nie prosić. Mam odwagę nie spełniać żadnych warunków typu spowiedź, Komunia i żal. Typu pomaganie, zanim mi pomogą. Typu modlitwa długa i na kolanach. Typu konkretne modlitwy. Tak. Proszę o miłosierdzie.

I natychmiast czuję złość, bo nic nie czuję.

Źle się czuję. Znów ledwo siedzę. Czemu tak jest? Czy kiedyś będzie lepiej? Rozwala mnie egocentryzm. Cały czas czuję, że muszę czuwać i monitorować, czy nie mam nowych ran od ludzi, bo boję się, że te rany mnie zniszczą. Daję sobie miłość i uwagę, bo nie wierzę, że ktoś chciałby mi je dać. Albo że będę w stanie przyjąć. Ludzie są egocentrykami, a jak nie są, to nie mają powodu, żeby skupić się właśnie na mnie.

Czyli jednak samotność. Możliwe. Całe życie marzyłam o sytuacji takiej, jak teraz. Mam swoją kawalerkę i wymarzoną robotę. I długi, ale poza tym wszystko ideolo. Marzyłam o ucieczce od ludzi, którzy mnie ranią i sprawiają, że czuję się strasznie. I uciekłam. I doceniam to. Ale jestem samotna.

Źle się czuję. Już nie mogę. Tyle lat na nic. Chce mi się płakać. Jeśli to czytasz, Internecie, to smacznego. Dobre jedzonko, dobra bieda. Pyszne wmieszywanie do wszystkich miłych rzeczy biedy. Głodu. Pustoty. Nadal głód. Bo niby kto miał go zaspokoić? Nie no, trochę zaspokoiłam sama, trochę inni. Już nie taki pazerny, skrajny głód. Ale nadal głód.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mam gadać dzieciom o ekologii, a w głowie pustka

Już jutro ja, polonistka z wykształcenia i z zamiłowania, mam zrobić 15-minutową prelekcję o ekologii w szkole podstawowej. A do tego dziwni...