niedziela, 21 listopada 2021

Dno dna pod dnem dna poniżej den den pode dnami

Jest 16:33, niedziela, piję pierwszą kawę. Nie ma ze mną kota, oddałam kota 60-latce, która fanatycznie kocha zwierzęta i czuje się w życiu chyba podobnie, jak ja, zatem pewnie nie wytrzyma z kotem. Chętnie przyjmę znów to biedne zwierzę. Niechętnie przyjmę znów to męczące zwierzę. Dobrze, że mam tylko dwóch czytelników (drugiego znam i raczej tu sam z powrotem nie trafi, a i na pierwszego małe szanse), bo obecnie jest silna narracja, że jak zrobisz kotu coś złego, to tobie powinno się stać coś gorszego.

JA ROZUMIEM TĘ NARRACJĘ. I szanuję silne jednostki, które potrafią zadbać o coś więcej niż o zaciąganie kolejnych długów i picie pierwszej kawy po 16. Od początku miałam być domkiem tymczasowym. Polubiłam kotkę, ale z czasem stała się dla mnie nieznośna.

Moralnie mój czyn jest według mojej trzeźwej opinii tylko częściowo naganny. Odpowiedzialność rozkłada się także na poprzednich właścicieli. Ja jestem sama, oni z małym dzieckiem, więc odpowiedzialność wyrównuje się. A może nawet moja wzrasta. Cóż, że jej nie udźwignęłam. Może dlatego maleje? A może odpowiedzialność się po prostu bierze, bo tak się wybiera? A to oznacza dbałość o istotę czy sprawę.

Konsekwencją mojego niewzięcia odpowiedzialności jest ponowne zagubienie kotki i moje potworne wyrzuty sumienia.

Czy mi lepiej samej? Nie. Czy kotce lepiej beze mnie? Wątpię. Ale na dłuższą metę obie możemy na tym skorzystać, jako że ja nie mam siły na dbanie o kotkę i jako że krzyczałam na nią. Nawet behawiorysty za darmo nie umiałam załatwić, bo go zniechęciłam swoją postawą wobec kota. A początkowo był bardzo chętny do pomocy po znajomości.

Czuję się niezrozumiana przez otoczenie, które uwielbia koty. Zabawne, akurat dostałam od koleżanki wiadomość "Rozumiem". Od tej, która najbardziej zniechęcała mnie do oddania kotki. Dopiero teraz mogę płakać.

Terapia ma zacząć się już za 2 tygodnie. Ciągle mam obawy, że coś może tam pójść nie tak. Jakby tak zrobili, to niestety byliby jako szpital odpowiedzialni częściowo za moje kolejne wybory. Częściowo, bo ja mogę przecież szukać zdrowych alternatyw. Mogłabym, jakbym miała siłę.

Nie będę się nakręcać. Stop. Przede wszystkim trzeba by umówić się do psychiatry w końcu. Koniecznie. Ostatnio nakręcanie się jest już nawykiem, z którym nie umiem kończyć tak łatwo, jak wcześniej! Choć ostatnio nie.

Okej, filozoficznie sobie pogadaliśmy o moralności, odpowiedzialności i kotach. A co z chudnięciem? Nie tyję za bardzo. Ale chudnięcie idzie nijak. Fajnie, że głodu nie ma. Lęki przed głodem.

Psychiatro!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mam gadać dzieciom o ekologii, a w głowie pustka

Już jutro ja, polonistka z wykształcenia i z zamiłowania, mam zrobić 15-minutową prelekcję o ekologii w szkole podstawowej. A do tego dziwni...