Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której uczniowie dosłownie piszczą ze zmęczenia, a nauczyciel nienawidzi piskliwych dźwięków? Normalnie bym założyła stopery do uszu i słuchawki, ale nie mogę. Muszę tego piszczącego ze zmęczenia ucznia zmusić jakimś sposobem do wchłonięcia choć minimalnej dawki wiedzy. A jak tym uczniem jest totalnie wyczerpany obcokrajowiec, który musi przygotować się do sprawdzianu z "Dziadów II", to przecież uczeń i nauczyciel umrą w tym boju.
My prawie umarliśmy, ale jeszcze żyjemy. To mi się skojarzyło z młodszym bratem obcokrajowca, który musi uczyć się historii Polski (a powtarzać to ze mną). Jego ojczyzna to Dania, a jego odpowiedzią na naukę historii jest pisk i gwizd.
Nie znoszę gwizdów. Wdzierają mi się do głowy jak wiertełka. Zagroziłam, że poskarżę się jego mamie. Obiecał, że przestanie. Ale ja chyba rzucę tę robotę.
No i teraz powinnam robić robotę copywriterki, ale zamiast tego pójdę do sklepu po alkohol i zrobię sobie kąpiel. W takich chwilach lubię dorosłość. A może potem pomyślę nad innymi sposobami zarabiania, niż copywriting. A może pójdę spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz