Ciężary! Zacznijmy od tego, że nie chudnę, oficjalnie uznaję tytuł bloga za chwilowo fałszywy! Nie zamierzam teraz chudnąć. Przynajmniej nie fizycznie. Bo warstwy zaległości, przerażeń, błędnych kół po prostu mnie przygniatają. Mam zaległości finansowe, uczuciowe, relacjowe, twórcze, zawodowe, lecznicze, porządkowe, myślowe i kocie... Jedna warstwa nad drugą, jedna tworzy drugą, a ja pod spodem.
No po prostu boję się ruszyć, bo wszystko mi spadnie na głowę. A bałagan nadal nieziemski (ten w domu). Zawsze coś jest jeszcze do zrobienia. I zawsze okazuje się, że za dużo. GDYBYM MIAŁA PIENIĄDZE, to byłoby łatwiej. Dlaczego? Dlatego, że wówczas... w sumie... nie wiem, czy wiele by się zmieniło. Nie, stop, wiele by się zmieniło! Wówczas natychmiast terapia, a nie za miesiąc. I to taka wybrana, choćby droga. Wówczas także wyjazd nad morze albo wylot za granicę, nad ciepłe morze, ale to drugie niekoniecznie, bo jednak czułabym się zagubiona bez języka polskiego. Wówczas też spłata zadłużeń. To dużo by dało. Wówczas też jakieś bardzo długie rekolekcje w milczeniu. Kot by dostał opiekę, przełożyłabym większość zajęć, miałabym cały tydzień wolny wtedy na te rekolekcje.
Ale jestem w puncie, gdzie finansowe problemy wprawdzie zajmują mi 4/7 głowy, ale już nie wierzę, że pieniądze pomogłyby w innych aspektach.
No i nie umiem ruszyć tych warstw. Wiem, czasem wystarczy jedną odważnie ruszyć, żeby poczuć się lepiej. Ale nie odważę się. Zrobię coś innego. Co? Posprzątam. Dobre sobie. Ale tak, posprzątam. Podejmę kolejną próbę. Zacznę od prania. Dam radę, bo to najprostsze z tych wszystkich walk z potworami wokół, w środku, wszędzie.
No i jestem samotna. Dlatego piszę tutaj, zamiast z kimś rozmawiać. A jestem samotna w dużym stopniu z wyboru. Nie umiem już / jeszcze być w tych relacjach, które MIAŁAM, a nie wierzę w powodzenie relacji NOWYCH, więc się nawet nie staram za bardzo. Zostało kilka osób, a właściwie dwie. Moja siostra i mama dziewczynki, którą się zajmuję. Przy nich mniej więcej odważam się mówić o sobie. Jest też mój odseparowany mężczyzna i podczas rozmów z nim tez jestem bardzo otwarta, ale towarzyszy temu tak ogromny chaos, że nie mogę wytrzymać. Ale mogę, jestem w tym. Potrzebuję go.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz