Ile można się nauczyć na własnych korepetycjach! Mam taki zwyczaj z tym moim uczniem, który mniej chyba mnie już lubi, że piszemy równolegle jakieś opowiadania, listy czy coś w ten deseń, a potem pokazujemy to sobie i ja sprawdzam jego pracę. I zawsze okazywało się, że moja twórczość jest dłuższa, bo po prostu pisanie to całe moje życie i nie sprawia mi najmniejszego problemu bardzo długi słowopotok. Nawet, jak się starałam, to wychodziło przynajmniej o połowę dłużej.
Dlatego dziś napisałam opowiadanie w 3 minuty lub mniej, dbając o to, żeby natychmiast przejść do sedna, żeby skompresować wydarzenia. A to zawsze był mój problem, że byłam zbyt rozwlekła. I udało się. Miałam opowiadanie na 122 słowa, a wtedy Julek powiedział, że ma na razie 43. Na szczęście nie spytał, ile ja mam. Dlatego szybko skróciłam moje opowiadanie o niepotrzebne elementy. Usunęłam zbędne informacje, które nie popychały krótkiej akcji do przodu. Usunęłam też opisy stanów wewnętrznych czy motywacji bohaterów i skróciłam do minimum opisy wyglądu. Zostało chyba około 80 słów. Julek powiedział, że ma więcej, więc dopisałam zabawne zakończenie. I sukces! Ostatecznie miałam opowiadanie o 4 słowa krótsze od Julkowego, a on otrzymał niezbędne wsparcie dla ego!
I tym sposobem przez 15 minut nauczyłam się mimochodem więcej, niż przez 20 lat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz