sobota, 4 grudnia 2021

Wózki widłowe i dzieciaki za ścianą

Jak postanowiłam, tak wreszcie robię, bo zaraz stado rachunków. Copywriting. Mam pisać o wózkach widłowych, a dokładniej o przenośnikach kabinowych i krzesełkowych. Zajmie mi to pewnie godzinę, dostanę za to niecałe 17 zł, ale przynajmniej poszerzę wiedzę ogólną o świecie i w przyszłości łatwiej będzie mi pisać na takie tematy. Wczoraj pisałam o ozdobach do domu, takie tematy lubię, ale 3 zeta za tekścik to niewiele, ALE za to szybko się to pisze.

A za ścianą dwójka... dzieci, choć mam gorsze określenia. W tygodniu teraz jest remont dachu, a w weekend chyba siostrzeniczki sąsiada. Dziewczątka lubiące piszczeć. Nie rozumiem, czemu dziewczynki piszczą. Ale w sumie nie narzekam, bo dzięki temu mam większą motywację, żeby wcześniej się kłaść i zasypiać, a jak to się uda, mam naprawdę dużo sił do pracy następnego dnia.

Dzisiaj się nie wyspałam i tylko dlatego trochę narzekam. Ale powinnam się cieszyć, że jestem zdrowa. Bo chyba jestem. Trochę przeziębiona, ale zdrowa mimo tego, że wczoraj przebywałam ponad godzinę w dusznej sali pełnej lewicowców.

Co tam robiłam? Tam odbywał się slam o męskości. Było tak wielu chętnych, że załapałam się tylko na listę rezerwową i nie wystąpiłam. Szkoda, że właśnie teraz mam fazę na slamy, teraz, gdy jest TEN WIRUS. I podróże. Chciałabym znów gdzieś wyjechać, w sumie mogłabym nawet wziąć Blabla car i jechać. Tu przeszkodą nie jest TEN WIRUS, ale pieniądze.

Gdybym chociaż nie miała takich długów, to bym mogła mieć świnkę skarbonkę i odkładać na czyste konto świnki 5-złotówki albo nawet 20-złotówki! Po jakimś czasie stać by mnie było na przejazd blabla carem, zatrzymanie się w jakimś pensjonacie z cenami obniżonymi przez pozasezonowość i zakupy w miejscowym Lidlu albo Biedronce. To oczywiście byłoby morze, ewentualnie jezioro, ewentualnie góry, ewentualnie jakieś miasto typu Wrocław, Poznań lub Toruń.

No ale mam długi i nie mam oszczędności. Co miesiąc wydaję nieziemskie dla mnie kwoty na utrzymanie. Jestem już w kolejnym dniu kursu o pokonywaniu długów i widzę, że zmienia mi się myślenie. Nawet nie przeszła mi przez myśl kawa z Żabki, gdy okazało się, że w firmie (jestem tam raz w tygodniu) nie ma gorącej wody. Zrobiłam sobie kawę z zimnej wody. Firmową kawę z firmowej zimnej wody.

No, ale do rzeczy, do wózków. Oczywiście strasznie mi się nie chce, bo jestem słaba jak stąd do głębokiej Rosji. No ale może wymyślę sobie nagrodę. Jak skończę te głupie wózki, to pójdę do lasu na spacer. Bo jest jeszcze jasno o dziwo. Jest 12:36.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mam gadać dzieciom o ekologii, a w głowie pustka

Już jutro ja, polonistka z wykształcenia i z zamiłowania, mam zrobić 15-minutową prelekcję o ekologii w szkole podstawowej. A do tego dziwni...