Zaniedbałam leczenie. Ale od początku. Od dobrych rzeczy.
Dobre rzeczy - jestem chora od ok. 5 dni - 5 dni wyjętych z życia. Do tego w trakcie jest remont dachu i wprowadza się siostrzenica sąsiada. ALE choroba mija, wiosna się zaczyna. Czuję się teraz dużo lepiej, niż się czułam. To cudowne, gdy do ciała wraca siła, gdy ze skundlonego jedzenia zupek chińskich Amino, bo nie ma sił na gotowanie, można przejść do przyrządzania smacznych potraw, sprzątania i pracy. Gdy się znów okazuje, że słabość nie trwa wiecznie i można być zdrowym.
Jest wojna na Ukrainie. Nie interesuję się nią, żeby nie stracić rozumu ze strachu.
No, oczywiście już go straciłam, nie raz i nie dwa był już stracony. Teraz jest postradany z panicznego lęku przed piskami nastolatki. Wczoraj poszłam do sąsiada po prośbie, żeby uciszał tę kruszynkę. I do kruszynki, żeby obniżała piski do dźwięków przyjmowalnych. Czy się uda? Jak tak, to cudownie. Jeśli nie, będę szukać nowego domku. W tym mieszkam już dwa lata. To możliwe? Dwa lata czy rok? Naprawdę nie wiem. Muszę chyba... nie, nie chce mi się szukać pamiętnika. Sprawdzę to może po wiadomościach z właścicielką. Dobra, rozszyfrowane, dopiero rok. No to rok. Rok wygnania, z dala od miasta i świata. Może czas na zmiany, może nie.
A tymczasem nie mam pieniędzy na czynsz, ZUS, opłaty, życie, kredyty... Po prostu nie mam żadnych pieniądzów. Mam tysiąc. Z tego tysiąca trzeba zrobić kilka tysięcy opłat. Choroba mi nie pomogła. Choć normalnie robię prawie wszystkie zajęcia, poza tymi na żywo. Tak się złożyło, że w najgorszym stanie jakoś dałam radę.
Chyba się załamię. Znów te pieniądze. Mogłabym wziąć pożyczkę, ale chyba trzeba by iść do banku bezpośrednio. Albo poprosić o obniżenie rat. Albo po prostu... nie wiem. Może poszukam jakiejś tańszej nory. Nie mam sił. W razie czego poproszę o pożyczkę tatę i poszukam jakiejś pożyczki w necie. Nie wiem. Jestem załamana.
Zaniedbałam właśnie leczenie, no i mam na myśli leczenie psychiatryczne. Dlatego musiałam dziś kupić na już wizytę u lekarza z prośbą o receptę, bo bez leków, to w ogóle nic. No, ale nie poddam się. Nie odważę się zrobić listy wydatków, będę jak najdłużej ociągać się z opłatami i dzielnie pracować. Jak się nie uda, jak polegnę, to sobie poleżę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz