ALE LEDWO! Dlatego tu jestem. Znów choruję. W moich miejscach pracy chyba się na mnie poobrażali. Napięcie z tym związane jest tak wielkie, że mam problemy ze snem. Nie wysypiam się, czuję się fatalnie. Nie umiem ocenić, ile w tym choroby, ale raczej niewiele. Ta druga fala chorobowa jest dużo łagodniejsza. Może to kwestia odporności, może nowych leków, nie wiem. W każdym razie lekarka powiedziała, że powinnam siedzieć w domu, bo to zaraźliwe.
A ja nie zamierzam jutro siedzieć w domu. Zamierzam poprowadzić wielkie stado zajęć. Czemu? Bo chyba nie ma opcji na zastępstwo i muszę tam być. 15-20:30, z przerwami 10, 15 minut lub 30 minut. Samych zajęć ile w tym będzie? 60+60+80+60= 3 godziny i 20 minut. Tylko tyle? Na pewno? Tak. To nie najgorzej! Nie umiem uznać, co powinnam robić, jestem roz-ka-wał-ko-wa-na. Jednak 4 godziny i 20 minut. To gorzej! Na szczęście mam taki plan, że będą pisać te dzieci dużo, a ja będę mało mówić. Bo choruję gardłowo i ono się teraz męczy prawie natychmiast, jak zaczynam coś gadać.
A co tymczasem? Dziś 2 h 45 min zajęć, bo odwołałam 1,5 h. I co? I co? I gówno :)
No właśnie nie wiem. Jutro urodziny mojej mamy.
Ale co dziś mogę zrobić? Co? Ktoś wie? Ja wiem. Mogę ODROBINĘ posprzątać i wstawić pranie, bo nie prałam już od wielu dni i tygodni. Mogę też przez 30-60 minut poogarniać, co dziś robić na tych korkach. No i mogę załatwić stado zaległych rzeczy:
- napisać na stronę konkursu poetyckiego, że wysłałam im złe papiery wielkim nakładem środków ICOTERAZ,
- wymyślić kilka tematów rozprawek i opowiadań dla ucznia i wysłać to jego mamie,
- ogarnąć przyszły plan tygodnia i tych wszystkich uczniów/rodziców, którzy liczą przed egzaminami na sto tysięcy godzin,
- spróbować dołączyć na tę niby fajną inną stronkę dla kopirajterów,
- no i oczywiście przy czasie porobić copywriting, bo ostatnio sporo go czynię,
- przesłuchać jakąś całą lekturę wreszcie, żeby tych maturzystów uraczyć wiedzą. Nie, żebym nie znała tych lektur, ale muszę być na świeżo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz